środa, 24 lipca 2013

Rozdział 9

Rozdział 9

Justin:
     Nie mogę uwierzyć, że istnieją tacy ludzie jak Dave, mają tak chorą psychokę, że dla swoich chorych upodobań, krzywdzą innych. Kiedy Jess spała, ja cał czas czuwałem, wiedziałem, że moim obowiązkiem jest ją chronić. Kiedyś siedziałem w przejściu i obserwowałem czy ona nie chce sobie czegoś zrobić, kilka razy widziałem ją z żyletką, ale na szczęście zawsze udało mi się ją odwieść od tego pomysłu. To nie tak, że ją podglądałem, po prostu bałem się o moją Jess. Obudziłem się o 6 nad ranem, Jess jeszcze spała, a ja nie mogłem normalnie funkcjonować, na szczęście miałem troche proszku od Chaz'a. Usypałem prostą linię i wciągnąłem. Podeszłem do lózka i obudziłem Jess
-Hej wstawaj
-Hmm, co?
-Nic, po prostu wstań już
-Dobra

Jesssica:
     Kiedy wstałam poszłam do kuchni zrobić śniadanie a Justinowi uśmiech nie zchodził z twarzy, kiedy podałam mu kawe zobaczyłam, że Justin ma mocno zwężone tęczówki
-Justin co jest z twoimi oczami
-Ale co?-powiedział znów się śmiejąc
-Brałeś coś?
-Może, troche
-Justin! Czy to znaczy, że brałeś coś w moim domu?!
-Tak-powiedział poważniejąc
-Ja sobie nie życzę cholernych używek w moim domu!
-Posłuchaj kochanie-złapał mnie za nadgarstki i przygwoździł do ściany-te "cholerne używki" przywóciły ci pamięć-ścisnął je jeszcze mocniej, tak mocno iż myślałam, że są w ogniu
-Justin puść mnie-prosiłam ze łzami
-A jeśli komuś o tym powiesz to... nie chcesz się przekonywać
-Justin, ale ty nie jesteś taki, musisz przestać..
-Ja nic nie musze suko!-krzyknął po czym uderzył mnie w twarz, poczułam jak krew spływa mi z nozdrzy, za chwile powtórzył cios, tylko jeszcze mocniej, chyba rozciął mi łuk brwiowy, po czym spadłam na ziemie a on zaczął mnie kopać, skuliłam się błagając Boga o to aby to był sen...
Kiedy ode mnie odeszedł ja poczołgałam się do wejścia, stanęłam i biegłam ile miałam sił, nie obchodziło mnie to, że mam na sobie tylko jeansowe spodenki, bluzkę na ramiączkach i vansy, a na zewnątrz lał deszcz. Nie miałam pojęcia gdzie mam iść, wreszcie postanowiłam, że pójde tam, gdzie dawno tamu, chodziłam z Justinem-do opuszczonego uzdrowiska w lesie. Ten budynek miał chyba z 30, 40 lat.
Po kilku godzinach byłam na miejscu. Dlaczego Justin taki jest? Dlaczego mnie bije?! Nigdy bym się tego po nim nie spodziewała. Byłam cała przemoknięta, siedziałam w holu, nagle usłyszałam kroki i zerwałam się z miejsca, na co usłyszałam
-Nie bój się
-Kim jesteś?!-spytałam się i zobaczyłam Chaz'a
-Jess?-podbiegł do mnie i mnie przytuylił
-Chaz, to ty?
-Tak
-Ale co ty tu robisz?
-Mamy tu takie jakby "miejsce spotkań"
-Jacy "my"...-nie dane mi było dokończyć, bo nagle obok mnie zjawił się ktoś kto przystawił mi pistolet do czoła
-Jaden! Przestań!-krzyknął Chaz do chłopaka który przystawił mi pistolet do głowy, to był Jaden Smith ten który nagrał piosenkę Never say Never z Justinem, spotkałam go na koncercie, zaprzyjaźniliśmy się, ale wszyscy myśleli, że on nie żyje
-Jaden? Jaden Smith?-spytałam a on opuścił broń
-A ty to kto?-spytał się ale zobaczył na mojej szyi naszyjnik z piorunem, który dał mi w ostatni dzien kiedy go zobaczyłam.
-Jessica?
-Tak.-uśmiechnęłam się a on mnie przytulił- co ci się stało?-pokazał na nadgarstki i twarz.
-To nic takiego...
-Jess, mówe mi kto to ci zrobił!
-Nie
-Kelsey?
-Nie
-Bieber
-Nie mówcie mu gdzie jestem, błagam.
-Zabije gnoja-powiedział po czym skierował się w strone wyjścia
-Jay, daj spokój, prosze cie.
-Słuchaj Jess, odpuszcze mu teraz, ale niech cie tylko skrzywdzi...
-Dobrze dziękuje-powiedziałam po czym znów opadłam na fotel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz