sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 3

Rozdział 3

Justin:
     Mam za dużo zdjęć musze kilka wykasować, o Jess na balu, wygląda na szczęśliwa.... za ostro ją potraktowałem, nie nawidze siebie za to. Ale co może ja ją będe cały czas ratował? O, a co to,- spojrzał na zdjęcie w swoim telefonie, byla na nim poobijana, lecz uśmiechnięta Jess i Justin z gitarą...- a no tak pamiętam tą sytuacje to było dobre...

FLASHBACK


Justin:
O Jezu zaraz wyniki konkursy
-Witam, jestem z SU(Samorządu Uczniowskiego) i chciałam wam przedstawić wyniki konkursu, wokalnego, no to, 1 miejsce:Justin Bieber, 2Kelsey Waltz i 3 Selena Rodriguez
Na przerwie szłem do Jess z gitarą w pokrowcu, aż nagle:
-I co dziewczynko? Znów się chwalisz swoim głosikiem?
-Zamknij się Dave.
-Tak?- odpowiedziawszy mi zabrał moją gitarę, chciałem ją zabrać ale jego koledzy mnie przytrzymali.
Położył gitarę na podłodze i właśnie miał brać rozbieg by ją zniszczyć już był krok przed gitarą, gdy zobaczyłem, że zaczął się dusić, zobaczyłem małe ręce na jego szyi... to była Jess, mimo, że była niska i słaba w tym momencie była tak odważna i silna jakby diabeł w nią wstąpił. Nagle Dave wylądowal na podłodze a ona zaczeła go okładać, chyba rozwaliła mu nos. Jego koledzy złapali ją a ona jeszce kilku uszkodziła, kiedy grupka ją unieruchomiła a inni pomogli Dave'wi wstanąć ona krzyczała na całą szkołe:"Puście mnie bo was rozwale!!-a widząc, że ja tylko stoje i się patrze krzyknęła-"Justin! Rusz dupe i weź tą gitarę chyba, że chcesz, żeby ją ci rozwalili!" Kiedy wziąlem gitarę, zauważyłem, że Dave'a zaczął śmiać się z Jess, oj stary,, szkoda mi ciebie,  i tak jak myślałem, Jess wyrwała się piątce najsilniejszych kolegów Dave'a i znów zaczęła go okładać. Kiedy ktoś powiedział o tym nauczycielom Jess, pobiegła do łazienki zmyła krew z rąk wyciągneła puder i zamaskowała zadrapania, sińce i wyszła jakby nigdy nic. Dyrekcja nic nie podejrzewała, ponieważ Jess wypracowala sobie u nich reputacje "aniołka", taaa, ja już znałem tego aniołka...


Teraźniejszość

Jessica:
      Nie mogę, nie potrafię.... Dlaczego nie moge przestać o nim myśleć?! Pokłócił się ze mną, nie dał mi dojść do słowa. A ja nawet teraz mam ochotę podejść do niego, przytulić się i nigdy go nie puścić, nie raz mam dość życia. wtedy idę na dawno już opuszczone tory i siedze na ok. 10 metrowym zarośniętym moście, pod którym jest rwąca rzeka i mam ochotę rzucić się w jej odchłań, tak nadal niepotrafie pływać Jus próbował mnie uczyć ale i tak nic z tego nie było. Zawsze kiedy chciałam tam iść, kiedy miałam wszystkiego dość szłam tam, chciałam nie żyć, ale zawsze Justin łapal mnie przytulił i chociaż wydzierałam się na niego by mnie puścił, nawet okładałam go pięściami, nie raz mu krew pociekła, ale on nie zwracał na to uwagi tylko trzymał mnie w uścisku, kiedy się upewnił, że się uspokoiłam póścił mnie, a potem znów przytulałam się do niego łkając jak małe dziecko. Taki przyjaciel to skarb... Ale nie raz skarb to srebro, a srebro u nie właściwych ludzi czernieje, tylko kiedy ma z nimi kontakt....
       Teraz Jus mi nie przeszkodzi mam tego dość, nie chcem o niczym już myśleć. Postanowiłam.
Ubrałam się w dżinsowe spodenki, czarną luźną bluzkę, fioletowe supry i czapke z daszkiem w tym samym odcieniu. Wyszłam z domu, po okolo 10 minutach byłam na moście, stanęłam nad rzeką, łezka spłynęła mi po policzku i skoczyłam. Zamknęłam oczy ale woda niosła mnie tak, że nie raz miałam głowę nad wodą, wtedy zobaczyłam Justina, pędził przy brzegu i gdy był przede mną wskoczył do wody i mnie złapał, cholera to jakiś mój anioł stróż czy coś? 
     Podpłynął do brzegu, a ja chciałam znowu wskoczyć do wody, zabić się, ale Jus trzymał mnie mocno:
-Puść mnie! Justin!! Wracaj do domu zostaw mnie to moje życie nie twoje!-krzyczałam okładając go
-Nie rozumiesz jakbym ci na to pozwolił sam musiałbym się zabić.-dlaczego on mówił to tak cholernie spokojnie?!
-Dlaczego?
-Bo nie chcę cie stracić!....po prostu nie chcę...
      No i skończyło się to jak zawsze znów ryczałam jak nie normalna a wieczorem wróciłam do domu, mama i ojczym jeszcze nie przyszli, może i lepiej. Zamknęłam drzwi na klucz, wzięłam prysznic, teraz ubrałam się w dresowe spodnie i czarną bluzkę z flagą Kanady. Weszłam przez przejście w ścianie i siedziałam w tym pomieszceniu między domami. Nie wiem po co tam siedziałam, może dlatego, że czekałam jak Jus tu przyjdzie? Siedziałam chyba pół godziny, aż nagle zobaczyłam Justina wchodzącego
-Hej, dawno cie tu nie było
-Tak wiem, wiesz Jus, nierozumiem dlaczego zawsze kiedy chcę się zabić ty musisz to wyczuć i mi przeszkodzić-wiedziałam o czym mówie, pewnego dnia chciałam się pociąć żyletką a on wyskoczył z przejścia i zaczął krzycześć:"Oddaj mi tą cholerną żyletkę Jess!"-Masz jakąś propozycję?
-A może jestem twoim aniołem stróżem-spytał znów poruszając brwiami, dzięki temu zawsze potrafił mnie roześmiać
-Taka teoria też przeszła mi przez myśl-wypowiedziałam przez śmiech, a potem ziewnęłam
-Ty idź do pokoju spać bo jeszcze mi tu uśniesz
-Dobra, cześć Jus
-Kolorowych księżniczko




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz