Rozdział 13
Jessica:
Nie wiem, czy to dobrze, że Bieber się dowiedział, że Jaxon to ja, może powinnam przestać o tym myśleć. Dzisiaj o 9 miałam być na planie musicalu "Need to dance", dobrze, że nie widać u mnie, żadnych siniaków. Zastanawia mnie jedna sprawa,skoro i tak byłam silniejsza od JB to dlaczego tamtego dnia, dałąm się pobić? Może byłam w zbyt dużym szoku, że był do tego zdolny. Spojrzałam na zegarek była godzina 7.53, nie miałam dużo czasu, poszłam pod prysznic, a następnie ubrałam czarne rurki, białą bluzkę na krótki rękaw i czarne supry. O 8.42 byłam na planie, reżyser wręczył mi scenariusz, fabuła była... do dupy. W każdym filmie tego typu (musical, romantyczny) jest para nastolatków którzy się zakochują, są przeszkody, zwątpienie i na koniec pieprzony "happy end", taka sama fabuła była tutaj.
Dostałam sms-a od Justina:
Od: Justin: Gdzie jesteś?
Do Justin: Na planie, a ty?
Od Justin: Już jadę
Do Justin: Mam taką nadzieję.
Kiedy przechadzałam się po planie zauważyłam Dave'a, wiem-zatłukę go tu i teraz... nie, lepiej nie, za dużo tu ludzi, muszę to zrobić w przebraniu, ale Jus już wie, że to byłam ja, zawsze może mnie wydać, Chaz'owi też już nie ufam, muszę coś wymyślić, nie chcę też być hejtowana przez ludzi tak jak teraz, chyba zrobie to samo co Jaden jakiś czas temu, będe musiała poprosić go o pomoc, nie wiem dlaczego ale w tamtym okresie on był dla mnie największym wsparciem, tylko jemu ufam. Z rozmyśleń wyrwały mnie kroki Dave'a, na szczęście zdążyłam się ukryć i Dave nic nie zauważył. Kiedy JB przybył na plan zaczeliśmy od zdjęć. To wszystko skończyło się ok. godz 14, długo to trwało, naprawde długo. Po tym Justin spytał się czy pojade z nim pod dom, ale ja wolałam się przejść, ale ktoś mnie pociągnął za ręke
-Jess prosze..
-O co mnie prosisz Bieber?
-Wsiądź i porozmawiaj ze mną-powiedział, widziałam, że miał w oczach straszny ból, kiedyś bym rzuciła się przytulać go i pocieszać, ale teraz wszystko się posypało. Usiadłam obok niego, odpalił silnik i jechaliśmy, panowała niezręczna cisza, aż Jus się odezwał
-Jess, wiem, że już nie jest tak jak kiedyś...
-Czyli?
-Prosze cie Jess nie udawaj głupiej, co się stało?
-Chcesz wiedzieć co się stało?!-zaśmiałam się ironicznie-To, że jakiś czas temu zbiłeś mnie jak psa! Ty myslisz, że ci tego kurwa nie zapomnę?!
-Jess, uderzenie cie to była najgorsza rzecz jaką w życiu zrobiłem, ale prosze daj nam szanse...
-Nie ma już żadnych nas Bieber
-Co?!
-Tak, to koniec.-powiedziałam, na co jego szczęka się zacisnęła, a ręce zwinęły się w pięści
-I co? Znowu mnie uderzysz?-spytałam się na co on spojrzał na ręce i patrzyl przez drogę
-Prosze cie... Jess, ty też mnie uderzyłaś
-Po prostu ci oddałam
-Żeby zrobić mi na złość pewnie zabijasz ludzi, co nie?
-A co chcesz mnie kurwa wydać?!
-Może-powiedział, z cholernym spokojem
-Grozisz mi?
-Tak
-To się zabije! I przestaniesz mi grozić! Wtedy możesz mnie wydać, kiedy będe trupem!
-Nie zrobisz tego
-Obiecuje ci, że to zrobie
-Obiecujesz, że się zabijesz?-spytał kiedy byliśmy pod domem
-Tak
-Prosze cie... nie rób tego, błagam!-powiedział z łzami spływającymi po pulikach.
-Dlaczego? Powiedziałeś, że mnie wydasz,
-Nie wydam cie... prosze... ja cie tak cholernie kocham.
-Za późno, przez ciebie wpakowałam się w ten hajs z narkotykami, przez ciebie nie ufam nikomu... za późno
-Dlaczego mi to robisz?!
-Bieber zrobie to, ale prosze cie o jedno, nie zabijaj się bo znienawidzę cie, uszanuj moją decyzke. Błagam cie nie rób nic głupiego.-powiedziałam i wyszłam. Zrobie to dzisiaj... upozoruje własną śmierć.... i tak nikt nie będzie za mną tęsknił, zadzwonie do Jaden'a
-Hej Jay
-Cześć
-Przyjedziesz?
-Ok
Czekałam na Jay'a a Jus dobijał się do drzwi od przejścia, zignorowałam go. Za chwilę usłyszałam dzwonek do drzwi
-No cześć, o co chodzi?-spytał się mnie Smith wchodząc do domu,
-Chce upozorować śmierć
-Co?!
-Ta, jestem tego pewna
-No dobra, kiedy chcesz to zrobić?
-Dziś, w nocy.-tak byłam tego pewna, chce zacząć życie od nowa.
Dostałam sms-a od Justina:
Od: Justin: Gdzie jesteś?
Do Justin: Na planie, a ty?
Od Justin: Już jadę
Do Justin: Mam taką nadzieję.
Kiedy przechadzałam się po planie zauważyłam Dave'a, wiem-zatłukę go tu i teraz... nie, lepiej nie, za dużo tu ludzi, muszę to zrobić w przebraniu, ale Jus już wie, że to byłam ja, zawsze może mnie wydać, Chaz'owi też już nie ufam, muszę coś wymyślić, nie chcę też być hejtowana przez ludzi tak jak teraz, chyba zrobie to samo co Jaden jakiś czas temu, będe musiała poprosić go o pomoc, nie wiem dlaczego ale w tamtym okresie on był dla mnie największym wsparciem, tylko jemu ufam. Z rozmyśleń wyrwały mnie kroki Dave'a, na szczęście zdążyłam się ukryć i Dave nic nie zauważył. Kiedy JB przybył na plan zaczeliśmy od zdjęć. To wszystko skończyło się ok. godz 14, długo to trwało, naprawde długo. Po tym Justin spytał się czy pojade z nim pod dom, ale ja wolałam się przejść, ale ktoś mnie pociągnął za ręke
-Jess prosze..
-O co mnie prosisz Bieber?
-Wsiądź i porozmawiaj ze mną-powiedział, widziałam, że miał w oczach straszny ból, kiedyś bym rzuciła się przytulać go i pocieszać, ale teraz wszystko się posypało. Usiadłam obok niego, odpalił silnik i jechaliśmy, panowała niezręczna cisza, aż Jus się odezwał
-Jess, wiem, że już nie jest tak jak kiedyś...
-Czyli?
-Prosze cie Jess nie udawaj głupiej, co się stało?
-Chcesz wiedzieć co się stało?!-zaśmiałam się ironicznie-To, że jakiś czas temu zbiłeś mnie jak psa! Ty myslisz, że ci tego kurwa nie zapomnę?!
-Jess, uderzenie cie to była najgorsza rzecz jaką w życiu zrobiłem, ale prosze daj nam szanse...
-Nie ma już żadnych nas Bieber
-Co?!
-Tak, to koniec.-powiedziałam, na co jego szczęka się zacisnęła, a ręce zwinęły się w pięści
-I co? Znowu mnie uderzysz?-spytałam się na co on spojrzał na ręce i patrzyl przez drogę
-Prosze cie... Jess, ty też mnie uderzyłaś
-Po prostu ci oddałam
-Żeby zrobić mi na złość pewnie zabijasz ludzi, co nie?
-A co chcesz mnie kurwa wydać?!
-Może-powiedział, z cholernym spokojem
-Grozisz mi?
-Tak
-To się zabije! I przestaniesz mi grozić! Wtedy możesz mnie wydać, kiedy będe trupem!
-Nie zrobisz tego
-Obiecuje ci, że to zrobie
-Obiecujesz, że się zabijesz?-spytał kiedy byliśmy pod domem
-Tak
-Prosze cie... nie rób tego, błagam!-powiedział z łzami spływającymi po pulikach.
-Dlaczego? Powiedziałeś, że mnie wydasz,
-Nie wydam cie... prosze... ja cie tak cholernie kocham.
-Za późno, przez ciebie wpakowałam się w ten hajs z narkotykami, przez ciebie nie ufam nikomu... za późno
-Dlaczego mi to robisz?!
-Bieber zrobie to, ale prosze cie o jedno, nie zabijaj się bo znienawidzę cie, uszanuj moją decyzke. Błagam cie nie rób nic głupiego.-powiedziałam i wyszłam. Zrobie to dzisiaj... upozoruje własną śmierć.... i tak nikt nie będzie za mną tęsknił, zadzwonie do Jaden'a
-Hej Jay
-Cześć
-Przyjedziesz?
-Ok
Czekałam na Jay'a a Jus dobijał się do drzwi od przejścia, zignorowałam go. Za chwilę usłyszałam dzwonek do drzwi
-No cześć, o co chodzi?-spytał się mnie Smith wchodząc do domu,
-Chce upozorować śmierć
-Co?!
-Ta, jestem tego pewna
-No dobra, kiedy chcesz to zrobić?
-Dziś, w nocy.-tak byłam tego pewna, chce zacząć życie od nowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz