poniedziałek, 4 listopada 2013

przeniesienie

Tak jak pisałam w poprzednim poście przenosze to opowiadanie na moje drugie konto i wrzuce je całe, a potem zaczne pisać drugą część, link:

Easy Shawty

wtorek, 22 października 2013

?

Jeśli ktoś jeszcze tu zagląda, chciałam się spytać czy chcecie kontynuacje mojego opowiadania? Przeniosłabym je na mój nowy profil i zaczęła pisać drugą część opowiadania.

niedziela, 15 września 2013

Ważne

Niestety na tym koncie nie będe już nic pisała, jeśli nadal chcecie czytać moje opowiadania zapraszam na opowiadania z mojego drugiegi konta

Death Note the other story:

Death note the other story

Death Note, koniec wszystkiego:


Death Note, koniec wszystkiego


When I meet my idol (O JB):

When I meet my idol

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 15

Rozdział 15

Pattie:
     Od "pogrzebu" Jess minął już miesiąc, Justin codziennie płakał w swoim pokoju, serce mi krwawiło na ten widok ale nie mogłam złamać słowa danego Jess. Pewnego dnia kiedy wyszedł z domu, postanowiłam posprzątać w jego pokoju, wwszystko było poukładane a na biurku zauważyłam list, podobny do tego kóry napisała Jessica... to był list pożegnalny... O Boże... on chciała się zabić
Wybiegłam z domu, na szczęście jeszcze nie wsiadł do auta
-Justin nie rób tego!-krzyknęłam trzymając go za ręke
-Mamo, to nie ma sensu-każde słowo powiedział osobno ze spokojem, wiedziałam, że musze go chronić i złamać obietnice
-Ona żyje
-Co?-spytał patrząc mi w oczy, ujrzałam w nich wrak człowieka
-Dam ci coś pod warunkiem, że nic sobie nie zrobisz
-Ale co?
-Trzymaj-dałam mu kartkę z adresem-tam mieszka Jessica, miałam ci nie mówić,prosze nie rób głupstw
-Dziękuje mamo-pocałował mnie w czoło i wsiadł do auta-nie bój się nic sobie nie zrobie-powiedział zapinając pasy-kocham cię
-Ja ciebie też-powiedziałam a on odpalił silnik

Justin:
    Kiedy dowiedziałem się, że Jess żyje, nie mogłem się powstrzymać i musiałem do niej pojechać, kiedy dokładniej przyjrzałem się adresowi wstrząsnęło mną, była w Polsce, miałem jej dokładny adres, więc postanowiłem złożyć jej wizytę.

Jessica:
    Kiedy byłam u babci zdecydowałam się, że nie będe w sobie niczego zmieniała... może będe cały czas siedziała w domu albo coś. Babcia chciała wiedzieć o co chodzi, ale nie chciałam, żeby się wygadała przed ludźmi. Postanowiłem nie myślęć więcej, tylko głowa gorzej mnie rozboli, ide się położyć.

Justin:
Kiedy byłem pod domem, który znalazłem po adresie, zadzwoniłem do drzwi otworzyła mi starsza kobieta która się uśmiechnęła i zaczęła mówić w nieznanym mi języku, niestety nie znam polskiego. Uśmiechnąłem się do niej i nie wiedząc co powiedzieć wypowiedziałem tylko imie Jess, oby tylko zrozumiała. Kiedy usłyszała jej imię zaczęła coś mówić i wskazała ręką na jakiś pokój.
Kiedy weszłem do pokoju zobaczyłem śpiącą Jess, nie mogłem się powstrzymać podbiełem i przytuliłem ją tak mocno jak tylko potrafie.
-Justin co ty tu robisz?
-Jak się ciesze, że żyjesz, ty chyba nie rozumiesz jak ja cię kocham.-powiedziałem i pocałowałem ją w czoło, na co starsza pani zaczęła się kłocić z Jess, ale zaraz wyszła-Jess dlaczego to zrobiłaś?
-Musiałam, nie mogłam tak żyć
-Jess jak ja cie kocham, a ty mnie?
-To zależy
-Od czego?
-Od tego czy będziesz się zachowywał jak gwizdor czy jak normalny człowiek
-To co mam upozorować śmierć?!
-Tego nie powiedzziałam
-...i co teraz? Nie chcę nas ukrywać
-Już nie ma takiej możliwości abym wróciła...ja nie żyje.
-A jakbyś zmieniła tożsamość?
-Justin-podniosła ręke do góry, myślałem, że będzie chciała mnie uderzyć czy coś-dobry pomysł-powiedziala i przeczesała moje włosy
-Wiem księżniczko
-Pomożesz mi się spakować?
-No jasne
Nie było dużo rzeczy do pakowania, w międzyczasie rozmawialiśmy o zmianie tożsamości
-To jak chcesz się nazywać?
-Nie wiem, może Jennifer?
-Bieber?-powiedziałem z uśmiechem na co ona zgromiła mnie wzrokiem-to może...Harper?
-Ok może być
-A Bieber to będziesz miała po ślubie-uśmiechnąłem się
-Nie!
-Nie chcesz być ze mną?
-Między nami jest wszystko skończone
-No dobra ale jak zmienisz swój wygląd?
-Usiądź i zaczekaj
-Ok
Po przeczekaniu pół godziny przyszła z brązowymi soczewkami na oczach i czymś na włosach
-Na jaki kolor?
-Włosy?-kiwnąłem głową-jasny blond
-Jestem ciekawy jak będziesz wyglądać.
-Ja też, tam jest mój pokój-wskazała ręką na pokój na końcu korytarza, idź spać,
-O nie, Jess.... yyy Jenifer, to ty śpisz u siebie, bo pewnie pójdziesz na kanape
-Nie Jus, ja ide na wygodniejsze łóżko
-No dobra, ale jest dopiero 12.14, może gdzieś wyjdziemy?
-A fanki?
-Będziemy uważać
-A włosy?
-Zapomniałem
-A powiesz mi co było nowego w Stanford, od kiedy wyjechałam?
-Nic nowego, a teraz powiedz mi kto wiedział o tym wyjeździe i o tym, że upozorowałaś zamobóstwo
-Twoja mama
-Ktoś jeszcze?

Jennifer:
     Kiedy Justin spytał się o osoby które o wszystkim wiedziały zaczęłam się troche bać o Jaden'a, ale wiedziałam, że nie mogę oszukiwać Justina.
-Jen, spójrz na mnie-wziął moją twarz w swoje dłonie tak abym spojrzała w jego ocz-Kto o tym wiedział?
-Jaden
-Wiedziałem-powiedział i ścisnął dłonie w pięści-pewnie on cie do tego namówił, co nie?
-Nie Justin, to byłła tylko i wyłącznie moja decyzja.
-A może on liczy, że mnie rzucisz, a wtedy będziesz z nim
-Po pierwsze to już to zrobiłam, a po drugie Jay to tylko mój przyjaciel.
-Jenn, zagrasz na planie filmowym?
-Jakim?
-Tym w którym miałaś wystąpić, ale zginęłaś-mówiąć "zgniłełaś" zrobił cudzysłów
-Taa, chyba, że chcesz kogoś innego, na moje miejsce
-Dobrze wiesz, że ja chcę, żebyś tylko ty ze mną wystąpiła
-No dobra, a powiedz mi kto był na moim pogrzebie
-Eeee wiesz, był Chaz, ja, moja mama, reżyser tamtego filmu, Scooter i Jaden. Powiemy Chaz'owi, Scooter'owi i reżyserowi?
-Jak można im ufać to im powiedz
-To dobrze-rozmawialiśmy jeszcze z około 50 minut, musiałam spłukać z włosów rozjaśniacz.
I jak?
-Co jak?
-Czy wyglądam tak jak kiedyś?
-Nie, inczej
-To dobrze-czas spędzony z Justinem szybko mijał, zanim się obejrzałam na moim telefonie widniała godzina 21.53
-Dobra to ja już idę spać-powiedziałam i wstanęłam z kanapy ale Justin złapał mnie za ręke
-Zaczekaj
-Po co?
-Musze się ciebie o coś spytać, tylko obiecaj, że odpowiesz szczerze
-Obiecuje
-Czy nie chiałabyś zacząć od początku?
-Ale co?
-Nasz związek-spojrzał mi w oczy-ale jeśli już mnie nie kochasz to powiedz, zawsze moge byc twoim przyjacielem, dla mnie liczy się tylko to, aby być blisko ciebie
-Przecież ja cię kocham, powinieneś o tym wiedzieć
-To jak zaczynamy od początku?
-Tak, ale teraz idź już spać
-Ok, dobranoc Jen-powiedział i poszedł do mojego pokoju, a ja idę na kanape.
Ciesze się, że będe mogła zacząć wszystko od nowa.

Justin:
    Jen dała mi spodnie dresowe i czarną bluzkę na ramiączkach, żebym się przebrał. Kiedy byłem przebrany poszłem się położyć, znów miałem kłopot z zaśnięciem, ide się napić.
Kuchnia w tym domu, była połączona z salonem, kiedy podszedłem do szafki wyciagnąłem szklankę i nalałem do niej wody i wypiłem za jednym razem. Wtedy zobaczyłem, że cos się rusza na kanapie. Kiedy podszedłem zauważyłem śpiącą Jennifer. Wziąłem ją na ręcei zaniosłem do jej pokoju, kiedy już leżała położyłem się obok niej i zasnąłem. Rano zauważyłem, że Jen nie leży onk mnie, zeszłem po schodach i zobaczyłem, że rozmawia ze starszą panią. Postanowiłem porozmawiać z nią poprzez Jennifer.
-Jen, przetłumaczysz coś?
-Dobra mów
-Powiedz jak się nazywam-kiedy Jen tłumaczyła, pani spojrzałą na mnie i powiedziała coś, co Jennifer od razu mi powiedziała
-Moja babcia nazywa się Angela Johnes
-Powiedz jej słowo w słowo to co ja teraz powiem, ok?
-Dobrze
-Miło mi pania poznać-musiałem chwile poczekać aż Jennifer przetłumaczy- żałuje, że nie mogę porozmawiać z panią w pani języku-czekam-wiem, że wnuczka wiele dla pani znaczy, ale chcę, aby pani wiedziała, że ona także jest dla mnie bardzo ważna-znów czekam-najważniejsza, chciałbym pani obiecać, że nigdy nie pozwole jej skrzywdzić, chcę aby pani się o nią nie martwiła-kiedy Jen to je powiedziała ona odpowiedziała coś Jenn, co ona mi przetłumaczyła
-Prosi, zebyś do niej podszedł-zrobiłem to a jej babcia mnie przytuliła i poprosiła Jenn o przetłumaczenie
-Moja babcia mówi, że to ona ci dziękuje- po tym ja też przytuliłem starszą panią, wziąłem walizki i wyszedłem z Jenn. Poszliśmy nna lotnisko, wieczorem byliśmy już przed willą.
-Justin, co to za dom?
-Nasz
-Ale jak? Kiedy go kupiłeś?
-Przez telefon, kiedy byłem u ciebie
-Aha
-Teraz Jenn zaczynamy nowe życie
-Ale jeśli...
-Ciii...-powiedziałem przykładajęc jej palec do ust-Easy shawty.

__________________________________________________________________________________
To już ostatni rozdział "Easy shawty", zaczynam, nowy "All you gotta do is swag" który pojawi się  jutro. Przykro mi, że nie komentujecie.

piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 14

Rozdział 14

Jessica:
     Siedziałam z Jaden'em w domu, dzisiaj dowiedziałam się, że moja mama i ojczym mają wracać. Dlatego przełożyłam samobóstwo na później. Kiedy oglądaliśmy TV, zadzwonił telefon:
-Pani Jessica Johnes?-spytał męski głos
-Tak, to ja.
-Pani rodzice mieli wypadek
-Czy nic z nimi nie jest?
-Oni nie żyją
-Co?!-zaczęłam płakać i się rozłączyłam, podbiegł do mnie Jaden, kiedy się uspokoiłem i powiedziałam mu co się stało, on przytulił mnie
-Jaden?
-Tak?
-Chce to dzisiaj zrobić. Skończe z tym dzisiaj
-Dobrze, ale przyrzekaj mi, że będe miał z tobą kontakt
-Przyrzekam
    O godzinie 23 byłam z Jay'em w starej szopie, gdzie miałam upozorować samobójstwo, napisałam list pożegnalny:

"Prosze was wybaczcie mi, że to zrobiłam, ale od kiedy zostałam sławna, ludzie mnie hejtowali. Chce jednak powiedzieć, że wszystkim wybaczam. Chciałam podziękować Jaden'owi, Chaz'owi i Justin'ow, za to, że w ostatnim czasie byli dla mnie dużym sparciem. Także prosze was o coś, a w szczególności Justin'a, prosze daj mi w spokoju odejść, nie rób nic głupiego pamiętaj, że cię kocham.
                                                                                                           Jess                                      "

Przyniosłam moją koszulkę, spodnie, buty i benzynę,
-Ej a wiesz, że nawet jeśli się podpalisz to powinny po tobie zostać kości co nie?
-Ach no właśnie.
-Spokojnie, masz.-dał mi worek w którym były ludzkie kości
-Dzięki-powiedziałam po czym ułożyłam je tak, jak bym, spadła, nałożyłam na nie ciuchy i polałam benzyną, muszę to zrobić. List który napisałam skropiłam swoją krwią w kilku miejscach, obciełam kosmyk moich włosów i włożyłam do żelaznego piórnika, i wykopałam dół, a zakryłam go kamieniem, ręke trupa położyłam na kamieniu. Wyszłam ze stodoły i wrzuciłam zapałkę. Zaczęło się porządnie palić. Wsiadłam do samochodu Jadena i pojechałam do domu Justina, wiedziałam, że go tam nie będzie, ale przyjechałam dla Pattie
Zadzwoniłam do drzwi, wiedziałam, że nie śpi, za chwilę otworzyła mi drzwi
-Witaj słonko-powiedziała z bladym uśmiechem
-Dzień dobry
-Prosze cie wejdź
-Jest Justin?
-Nie, nie ma.
-A to dobrze bo przyszłam do pani.
-A co się stało?-spytała się kiedy byłyśmy w salonie
-Z kilku przyczyn, nie mogę żyć normalnie, przez ludzi, upozorowałąm samobóstwo
-O Jezu... o czym ty Jess mówisz?
-Ludzie odkryją szczątki w pewnej stodole i list pożegnalny, proszę cie nie mów o tym Justinow, kocham go i nie chcę, żeby przeze mnie cierpiał, ale ja już nie daje rady-powiedziałam i zaczęłam łkać
-Już dobrze Jess -powiedziała i mnie przytuliła,-a gdzie się udasz? Oczywiście jeśli mogę wiedzieć.
-Przefarbuje włosy, będe nosić soczewki zmieniające kolor oczu i wyprowadze się do Polski.
-A ty potrafisz mówić w ich języku?
-Tak, mam tam babcie i uczyłam się tego języka, prosze to mój adres-podałam je karteczkę z adresem-Niech Pani przyjeżdża kiedy tylko chce.
-Słonko, nie mów mi pani tylko Pattie-powiedziała i się uśmiechnęła
-Kiedy przyjedziesz, pokaże ci jakie tam są niesamowite krajobrazy... wyobraź sobie jedziesz rowerem polnymi ścieżkami, mijasz konie, krowy i to powietrze... stęskniłam się za tym krajem
-Przyjadę na pewno.
-Do zobaczenia Pattie.
     Wyszłam z domu Pattie, spakowwałam kilka swoich rzeczy i poszłam na lotnisko, wsiadłam do samolotu i o godz 12 byłam w Polsce, w Szczecinie, kiedy wyszłam z lotniska, pojechałam do mojej babci, która mieszka w Gryficach.
-Dzień dobry babciu-powiedziałam z uśmiechem
-Jess, jak ja cie dawno nie widziałam-uścisnęła mnie i wprowadziła do domu. Czas zacząć nowe życie.

czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 13

Rozdział 13

Jessica:
     Nie wiem, czy to dobrze, że Bieber się dowiedział, że Jaxon to ja, może powinnam przestać o tym myśleć. Dzisiaj o 9 miałam być na planie musicalu "Need to dance", dobrze, że nie widać u mnie, żadnych siniaków. Zastanawia mnie jedna sprawa,skoro i tak byłam silniejsza od JB to dlaczego tamtego dnia, dałąm się pobić? Może byłam w zbyt dużym szoku, że był do tego zdolny. Spojrzałam na zegarek była godzina 7.53, nie miałam dużo czasu, poszłam pod prysznic, a następnie ubrałam  czarne rurki, białą bluzkę na krótki rękaw i czarne supry. O 8.42 byłam na planie, reżyser wręczył mi scenariusz, fabuła była... do dupy. W każdym filmie tego typu (musical, romantyczny) jest para nastolatków którzy się zakochują, są przeszkody, zwątpienie i na koniec pieprzony "happy end", taka sama fabuła była tutaj.
Dostałam sms-a od Justina:
Od: Justin: Gdzie jesteś?
Do Justin: Na planie, a ty?
Od Justin: Już jadę
Do Justin: Mam taką nadzieję.
     Kiedy przechadzałam się po planie zauważyłam Dave'a, wiem-zatłukę go tu i teraz... nie, lepiej nie, za dużo tu ludzi, muszę to zrobić w przebraniu, ale Jus już wie, że to byłam ja, zawsze może mnie wydać, Chaz'owi też już nie ufam, muszę coś wymyślić, nie chcę też być hejtowana przez ludzi tak jak teraz, chyba zrobie to samo co Jaden jakiś czas temu, będe musiała poprosić go o pomoc, nie wiem dlaczego ale w tamtym okresie on był dla mnie największym wsparciem, tylko jemu ufam. Z rozmyśleń wyrwały mnie kroki Dave'a, na szczęście zdążyłam się ukryć i Dave nic nie zauważył. Kiedy JB przybył na plan zaczeliśmy od zdjęć. To wszystko skończyło się ok. godz 14, długo to trwało, naprawde długo. Po tym Justin spytał się czy pojade z nim pod dom, ale ja wolałam się przejść, ale ktoś mnie pociągnął za ręke
-Jess prosze..
-O co mnie prosisz Bieber?
-Wsiądź i porozmawiaj ze mną-powiedział, widziałam, że miał w oczach straszny ból, kiedyś bym rzuciła się przytulać go i pocieszać, ale teraz wszystko się posypało. Usiadłam obok niego, odpalił silnik i jechaliśmy, panowała niezręczna cisza, aż Jus się odezwał
-Jess, wiem, że już nie jest tak jak kiedyś...
-Czyli?
-Prosze cie Jess nie udawaj głupiej, co się stało?
-Chcesz wiedzieć co się stało?!-zaśmiałam się ironicznie-To, że jakiś czas temu zbiłeś mnie jak psa! Ty myslisz, że ci tego kurwa nie zapomnę?!
-Jess, uderzenie cie to była najgorsza rzecz jaką w życiu zrobiłem, ale prosze daj nam szanse...
-Nie ma już żadnych nas Bieber
-Co?!
-Tak, to koniec.-powiedziałam, na co jego szczęka się zacisnęła, a ręce zwinęły się w pięści
-I co? Znowu mnie uderzysz?-spytałam się na co on spojrzał na ręce i patrzyl przez drogę
-Prosze cie... Jess, ty też mnie uderzyłaś
-Po prostu ci oddałam
-Żeby zrobić mi na złość pewnie zabijasz ludzi, co nie?
-A co chcesz mnie kurwa wydać?!
-Może-powiedział, z cholernym spokojem
-Grozisz mi?
-Tak
-To się zabije! I przestaniesz mi grozić! Wtedy możesz mnie wydać, kiedy będe trupem!
-Nie zrobisz tego
-Obiecuje ci, że to zrobie
-Obiecujesz, że się zabijesz?-spytał kiedy byliśmy pod domem
-Tak
-Prosze cie... nie rób tego, błagam!-powiedział z łzami spływającymi po pulikach.
-Dlaczego? Powiedziałeś, że mnie wydasz,
-Nie wydam cie... prosze... ja cie tak cholernie kocham.
-Za późno, przez ciebie wpakowałam się w ten hajs z narkotykami, przez ciebie nie ufam nikomu... za późno
-Dlaczego mi to robisz?!
-Bieber zrobie to, ale prosze cie o jedno, nie zabijaj się bo znienawidzę cie, uszanuj moją decyzke. Błagam cie nie rób nic głupiego.-powiedziałam i wyszłam. Zrobie to dzisiaj... upozoruje własną śmierć.... i tak nikt nie będzie za mną tęsknił, zadzwonie do Jaden'a
-Hej Jay
-Cześć
-Przyjedziesz?
-Ok
Czekałam na Jay'a a Jus dobijał się do drzwi od przejścia, zignorowałam go. Za chwilę usłyszałam dzwonek do drzwi
-No cześć, o co chodzi?-spytał się mnie Smith wchodząc do domu,
-Chce upozorować śmierć
-Co?!
-Ta, jestem tego pewna
-No dobra, kiedy chcesz to zrobić?
-Dziś, w nocy.-tak byłam tego pewna, chce zacząć życie od nowa. 

środa, 24 lipca 2013

Rozdział 12

Rozdział 12

Jessica:
    Wzięłam ręcznik i zawiązałam go wokół twarzy, a Bieber nie chciał mnie przepuścić, postanowiłam coś sprawdzić.
-Bieber dawaj tą chustę
-Nie, dopóki nie dowiem się kim jesteś
-Jeśli poznasz moją twarz... zabije ją.
-Kogo?
-Jess-uśmiechnęłam się szyderczo
-Tylko ją tkniesz to ci morde zmasakruje!
-Wystarczy, że ty ją pobiłeś, powiedziała mi o tym, ma do mnie pełne zaufanie, ale jeśli dowiesz sie kim jestem, na następny dzień będziesz widział jej nekrolog.
Bieber stanął popatrzył w ziemie i dał mi chustę. Poszłam do salonu, usiadłam a wszyscy się na mnie gapią, spojrzałam się na nich pokazując, że nie mam ochoty na wyjaśnienia.
-Czyli widzę, że tylko ja i Bieber nie znamy tożsamości nowego.
-Zamknij się Dave-powiedział JB
-My też go nie znamy-powiedział Chaz
-Dobra Jaxon trzymaj to następne zlecenie-powiedział Chaz i podał mi kartkę
-A ja to co?
-Teraz Bieber, będziesz z nim pracował-powiedział Chaz i wskazał na mnie, za co ja zgromiłam go wzrokiem.
-Chyba się nie pozabijamy-powiedziałam.
-Dobra zwijamy się, chodź Jaxon.-powiedział po czym podążyłam za JB.
Kiedy byliśmy u niego w aucie powiedziałam
-Żeby była jasność Bieber, Jess to moja przyjaciółka i jej nigdy nie skrzywdze
-Ciesze się
-Mamy kropnąć jakiegoś dzieciaka
-Tego  z końca miasta?-sptał się a ja przytaknęłam-załatwiłem go.
-Aha
-Ej chodź do mnie 
-Nie 
-Chodź pogadamy
-Ok,
Kiedy byliśmy u niego w domu, usiadłam na sofie, a on powiedział, że zaraz wróci. Wiedziałam, że Pattie jest w domu, tylko na drugim końcu domu.
Siedziałam na sofie i poczułam, że ktoś wyrwął mi chuste, znowu Justin
-Oddawaj-powiedziałam chowając twarz w poduszkę
-Nie-powiedział a ja wyrwałam mu ją z rąk i zawiązałam, 
Kiedy znów chciał mi ją zabrać uderzyłam go w ręke na co zaczeliśmy znów się bić, po chwili oboje mieliśmy twarze we krwii, a on przypadkiem zerwał mi chustę, nie zauważyłem, za bardzo byłam zajęta okładaniem go, po chwili zauważył moją twarz
-Jess?-spytał z przerażeniem w oczach kiedy zobaczył twarz we krwii.
Nic nie odpowiedziałam tylko wybiegłam z domu i juz byłam pod swoimi drzwiami, kiedy on mnie złapał i przytulił
-Zostaw mnie Bieber
-Dlaczego to robisz skarbie?
-Skarbie?!-zaśmiałam się i krzyknęłam-wypieprzaj!
-Suka,
-Szmata-powiedziałam
Weszłam do domu a on znów chciał mnie przygwoździć do ściany, ale nie pozwole mu znowu dać nad sobą przewage, zaczeliśmy się bić, po chwili chyba złamałam mu nos. Spadł na ziemie i się skulił
-Jeszcze raz mnie wyzwiesz albo tkniesz Bieber!-krzyknęłam, chyba myślał, że chcę go kopnąć bo się jeszcze bardziej skulił, miałam to zrobić... ale nie jestem takim potworem jak on-wstawaj Justin-pomogłam mu wstać i przyniosłam waciki z wodą utlenioną, syknął
-Dlaczego mi pomogłaś chociaż cie wyzwałem i pobiłem?
-Bo nie jestem takim potworem jak ty.
-I co? Teraz mnie rzucisz?
-Nie chcesz mieć takiej dziewczyny
-Dlaczego tak mówisz?
-Bo jestem silniejsza od ciebie
-Shawty ja cie dalej kocham. A ty mnie?
-Może tak, może nie.
-Zerwiesz ze mną?
-Nie
-Dlaczego?
-Nie wiem.
-Kochasz mnie? Błagam cie powiedz szczerze.
-Tak-chciał mnie przytulic ale go odepchnęłam-ale pamiętaj jeśli Dave dowie się o tym, że Jaxon to ja, nie zawaham się Bieber
-Przed czym?
-Wolisz nie wiedzieć-powiedziałamz jadem w głosie
-Jakie masz zamiary wobec Dave'a?
-Zabije dupka
-Aha, ja już lece-dał m chustę i wyszedł
      Wszystko idzie po mojej myśli.

Rozdział 11

Rozdział 11

Justin:
    Zobaczyłem przez okno, że Jess, jest w domu, postanowiłem do niej pójść. Zadzwoniłem do drzwi i chwile w nich stała Jess, która kiedy mnie zobaczyła przymknęła drzwi
-Czego chcesz
-Jess przepraszam... pozwolisz mi wejść?-wątpiłem w to, ale ona otworzyła drzwi i zobaczyłem jak ją pobiłem, byłem przerażony.
Kiedy ja chciałem się przybliżyć ona szła do tyłu, aż wreszcie dotarła do ściany, zamknęła oczy i lekko się skuliła, przestraszyłem się, że mi nie ufa, przzytuliłem ją i wyszedłem. Zobaczyłem samochód, który stał pod domem Jess. Wyszedł  zniego Jaden. Chciałem się przywitać ale on mnie wyprzedził
-Co ty sobie Bieber myślisz?
-Jay, nie widzieliśmy się dawno, a ty mi z takim tekstem na powitanie wyskakujesz.-wtedy zobaczyłem całą złość, w jego oczach-Co się stało Jay?
-Co się stało?! Śmieszny kurwa jesteś.-złapał mnie za ręke-jeszcze raz dotkniesz Jess to zobaczysz, już teraz bym cie zrównał z ziemią, ale ze względu na Jess nie zrobie tego
-Nie rozumiem
-Jess prosiła mnie, żebym ci nic nie zrobił-Chociaż tyle zrobiłem Jess ona się o mnie martwi?-jesteś śmieciem Bieber.-powiedział i wsiadł do samochodu

Jessica:
     Wstałam o 5 i zaczęłam ćwiczyć, musze być silniejsza, choć siły mi naprawde nie brakuje.
Zadzwonił do mnie telefon, to był Chaz
-Hej Jess
-No hej
-Słuchaj chcesz kropnąć takiego jednego gnojka?
-Jasne, powiedz tylko, gdzie i kiedy
-Jest teraz w lesie idiota... myśli, że przeżyje ukrywając się tam, ale uważaj, Bieber wie, że jest ktoś nowy i będzie chciał go  zabić
-Prędzej ja go ukatrupie-powiedziałam na co usłyszałam śmiech
-Dobra, pośpiesz sie bo Bieber będzie przed tobą.
-Chyba jak sobie namaluje.-po czym się rozłaczyłam. Ubrałam czarne spodnie dresowe, bordową bluze i czerwone supry. Założyłam kaptur, a na twarz zawiązałam czarną chustę, spiełam włosy, tak aby nie było widać, że jestem dziewczyną, wzięłam pistolet i poszłam do lasu.... i  faktycznie jakiś idiota kręcił się po środku lasu
-Kim jesteś?-spytał się
-Gówno cie to obchodzi. Masz kase?
-Nie
-No to trudno, wyjęłam pistolet i zobaczyłam Bibera podeszedł z drugiej strony ofiary i wycelował we mnie
-On jest mój
-No chyba cie pojebało chłopczyku-powiedziałam, chrypiącym głosem, nieźle wychodziło mi udawanie chłopaka
-Tak idioto? To kropnij go-wskazał na chłopaka błagającego o życie- nie dasz rady tego zrobić, jesteś nowy,
-Założymy się?-przyłożyłam pistolet do głowy i nacisnęlam spust, chłopak upadł na ziemie.
-Dobra, a teraz chodź, załatwimy to między nami mięczaku-uśmiechnął się a ja się na niego rzuciłam, zaczeliśmy się okładać, narobiłam mu kilka siniaków. Może bym mu coś złamała ale wybiegł Chaz
-Bieber, Jaxon, przestańcie-czyli Chaz wymyślił sobie, że będzie mnie nazywał Jaxon, mnie to nie obchodzi. Ważne by JB się nie połapał
Odeszłam od Biebera na co on chciałą znowu sie na mnie rzucić, ale go znów powaliłam na ziemie, ale teraz to on pierwszy odeszedł
-Taki jesteś cwaniak? To pokaż twarz!
-No chyba cie pogieło
-Zaraz ciebie pognę
-Jak chcesz, to możemy dokończyć i zobaczyć kto jest silniejszy
-Przestańcie!-krzyknął Chaz-ja ide do kryjówki a wy zajmijcie się trupem
-Dam rade sam-powiedziałam do Chaz'a
-Tak wiem, ale niech Bieber z tobą pójdzie, tylko się nie pozabijajcie.
     Wzięłam trupa za ręce i zaczęłam go ciągnąć, ale Bieber wziął go za ręce
-Sory, jestem Justin Bieber
-No chyba wiem
-Jak ja sie przedstawiłem, może ty się przedstawisz
-Jaxon
-Jaki?
-Gówno cie to obchodzi.
Kiedy byliśmy nad rzeką wrzuciliśmy go do wody zasypaliśmy mułem
-Dobra idziemy do uzdrowiska-odezwał sie poprawiając włosy
-Ok
W budynku byliśmy tylko ja, Bieber i Chaz, reszta miała przyjść za kilka minut.
Przyszedł Jaden i od razu się ze mną powitał,
-No hej-powiedział i przybił ze mną piątke,
-Hej-odpowiedziałam i stałam pod ścianą reszta siedziała
-Ej Jax chodź usiądź-powiedział Chaz, podeszłam i usiadłam obok Jadena, chwile po tym przyszedł Dave
-No wreszcie człowieku jesteś-powiedział  Jaden
-O czy ja widze nową twarz?
-Tak, to Jaxon-powiedział JB
-Jaki?-spytał się i spojrzał się na mnie
-Gówno cie to obchodzi
-Ile ty masz lat chłopczyku, po twoim wzroście widac, że jesteś małolatem
-Stary wyluzuj on ma tyle ile my-powiedział Jaden
-A ja chcę jeszcze wiedzieć jeszcze jak się nazywasz-podszedł do mnie tak blisko jakby chciał się na mnie rzucić z pięściami, ja nie cofnęłam się stanęłam i spojrzałam się mu w oczy, zacisnęłam pięści a on chciał wyrwać chustę, dlatego zaczęłam go okładać uderzył mnie w twarz, krew wylała się poza chustę, ale dalej się z nim biłam, krew miałam na całej twarzy. Dave odeszedł ode mnie, chyba rozwaliłam mu nos.
-Jeszcze raz mnie uderzysz gnoju to zobaczysz.-powiedziałam
-Dobra, zamknij sie
Poszłam do lazienki zdjęłam chustę i aczęłam obmywać twarz, napuściłam całą umywalkę wody i zamoczyłam twarz. Nagle usłyszałam, że ktoś wszedł do łazienki, kątem oka spojrzałam na Bibera, zobaczyłam, że zabrał mi chustę,
-No teraz pokaż swoją twarz-powiedział z łobuzerskim uśmiechem.



Rozdział 10

Rozdział 10

Justin:
     Obudziłem się ale nic nie pamiętałem, przed oczami miałem człowieka leżącą we krwii w kuchni, kiedy podeszłem do tego miejsca była tam plama krwii i kilka włosów... włosów Jess. Kto to jej zrobił?! Jeśli się dowiem kto to osobiście zabije... ale zaraz w domu są kamery, zobacze...
Po godzinie miałem w ręce płytę z tym nagraniem postanowiłem je obejrzeć.
Włączyłem odtwarzacz DVD i włożyłem do niego płytę, przewijałem , aż dotarłem do godziny 6.47, zobaczylem Jess i mnie. Podała mi kawe, spytała się o coś a ja złapałem ją za nadgarstki i przygwoździłem do ściany, widziałem jak płacze i prosi abym przestał, a ja wymierzyłem dwa ciosy, ona upadła a ja zacząłem ją kopać. Kiedy odeszłem ona wybiegła z domu.... nie, to nie możliwe, ja bym jej nie pobił... nie mógłbym. nagle wszystko mi się przypomniało, Jess pytała o narkotyki a ja wybuchłem. Jeśli poszła na policje jestem skończony... zamiast bać się o swoją kariere powinnem bardziej bac się o Jess.

Jessica:
     Kiedy byłam w uzdrowisku, zauważyłam jak ja wyglądam, rozcięta warga, łuk brwiow, siniaki na twarzy i nadgarstkach. Nagle Chaz się mnie zapytał
-Jess, chciała byś się do nas przyłączyć?
-Czyli?
-No wiesz, sprzedajemy używki, a ty byś musiała kropnąć tych co nie dali kasy
-Czy ty oszalałeś człowieku?!! Jess nie da rady!-wykrzyknął Jay
-Dam radę
-Tylko wiesz musiałabyś być silna
-A co wątpisz we mnie Chaz?
-Nie, nie wątpie ale powinnaś być silniejsza
-Spoko poćwicze
-Będziesz zabijać ludzi
-No i? Dam rade.
-Dobra. Idź do domu, a ja zadzwonie do ciebie jakby coś i masz-dał mi pistolet-pamiętaj nikt nie może się o tym dowiedzieć
-Wiem, tylko nasza trójka w tym siedzie
-Nie-odpowiedział Jay- Jeszcze dwóch idiotów
-Czyli?
-Bieber i Dave
-O kurwa...
-Co jest Jess?
-Nie nic...
-Aha, a teraz idź już do domu, musisz odpocząć
-Ok-kiedy wychodziłam odezwał się Jay
-Chodź, podwioze cię
-Nie trzeba
-Daj spokój Jess, jest burza leje, a ty będziesz szła w taką pogode
-Dobra, dzięki
Kiedy jechaliśmy Jadwn zaczął rozmowe
-O co poszło z Bieberem?
-Nic takiego...
-Jess, przestań, znam ciebie i Justina i wiem, że coś jest nie tak
-Poszło o używki
-Aha, a kim on jest dla ciebie
-Chłopakiem, chociaż ja nie potrzebuje takiego chłopaka który mnie bije i wyzywa od suk
-Wyzwał cie?
-Tak. Ale prosze cie o jedno Jay
-O co?
-Wszystko co ci mówie ma być między nami, jasne?
-Jasne Jess
-Ok dzięki
-A powiedz mi dlaczego go nie rzucisz
-Nie wiem... chyba za bardzo się boje
-Jess, nie pozwole by ten dupek cię skrzywdził
-Ok Jaden
-A powiedz mi jeszcze dlaczego chcesz w tym być?
-Chodzi ci o tą rozmowe dotyczącą zabijania?-kiwnął głową- Może dlatego, że dzięki temu będe silniejsza, psychicznie i fizycznie.
-Może, masz racje.
Kiedy byliśmy pod moim domem, spytał się jeszcze o coś
-Gdzie byłaś kiedy cie pobił?
-W domu,  w kuchni
-Moge zobaczyć czy nie ma go w domu? Prosze, boje się o ciebie-kiwnęłam głową
Weszliśmy a on zobaczył plame krwii i spojrzał na mnie, widziałam, że ma chęć zabić JB, 
-Spokojnie nic mu nie zrobie, obiecywałem ci to
-Dzięki,
Po kilku minutach zobaczyliśmy, ze nie ma go u mnie.
-Dobra ja się zmywam
-Ok, dzięki
-Daj mi na chwile swoją komórkę-podałam mu ją a on wpisał coś-trzymaj, tu jest mój numer, jakby co to dzwoń
-Dobrze, dziękuje Jay
-Trzymaj się-przytulił mnie i wyszedł.
     Poszłam do salonu, usiadłam przed TV, i chyba przysnęłam.  Ze snu wyrwał mnie dzwonek do drzwi.

Rozdział 9

Rozdział 9

Justin:
     Nie mogę uwierzyć, że istnieją tacy ludzie jak Dave, mają tak chorą psychokę, że dla swoich chorych upodobań, krzywdzą innych. Kiedy Jess spała, ja cał czas czuwałem, wiedziałem, że moim obowiązkiem jest ją chronić. Kiedyś siedziałem w przejściu i obserwowałem czy ona nie chce sobie czegoś zrobić, kilka razy widziałem ją z żyletką, ale na szczęście zawsze udało mi się ją odwieść od tego pomysłu. To nie tak, że ją podglądałem, po prostu bałem się o moją Jess. Obudziłem się o 6 nad ranem, Jess jeszcze spała, a ja nie mogłem normalnie funkcjonować, na szczęście miałem troche proszku od Chaz'a. Usypałem prostą linię i wciągnąłem. Podeszłem do lózka i obudziłem Jess
-Hej wstawaj
-Hmm, co?
-Nic, po prostu wstań już
-Dobra

Jesssica:
     Kiedy wstałam poszłam do kuchni zrobić śniadanie a Justinowi uśmiech nie zchodził z twarzy, kiedy podałam mu kawe zobaczyłam, że Justin ma mocno zwężone tęczówki
-Justin co jest z twoimi oczami
-Ale co?-powiedział znów się śmiejąc
-Brałeś coś?
-Może, troche
-Justin! Czy to znaczy, że brałeś coś w moim domu?!
-Tak-powiedział poważniejąc
-Ja sobie nie życzę cholernych używek w moim domu!
-Posłuchaj kochanie-złapał mnie za nadgarstki i przygwoździł do ściany-te "cholerne używki" przywóciły ci pamięć-ścisnął je jeszcze mocniej, tak mocno iż myślałam, że są w ogniu
-Justin puść mnie-prosiłam ze łzami
-A jeśli komuś o tym powiesz to... nie chcesz się przekonywać
-Justin, ale ty nie jesteś taki, musisz przestać..
-Ja nic nie musze suko!-krzyknął po czym uderzył mnie w twarz, poczułam jak krew spływa mi z nozdrzy, za chwile powtórzył cios, tylko jeszcze mocniej, chyba rozciął mi łuk brwiowy, po czym spadłam na ziemie a on zaczął mnie kopać, skuliłam się błagając Boga o to aby to był sen...
Kiedy ode mnie odeszedł ja poczołgałam się do wejścia, stanęłam i biegłam ile miałam sił, nie obchodziło mnie to, że mam na sobie tylko jeansowe spodenki, bluzkę na ramiączkach i vansy, a na zewnątrz lał deszcz. Nie miałam pojęcia gdzie mam iść, wreszcie postanowiłam, że pójde tam, gdzie dawno tamu, chodziłam z Justinem-do opuszczonego uzdrowiska w lesie. Ten budynek miał chyba z 30, 40 lat.
Po kilku godzinach byłam na miejscu. Dlaczego Justin taki jest? Dlaczego mnie bije?! Nigdy bym się tego po nim nie spodziewała. Byłam cała przemoknięta, siedziałam w holu, nagle usłyszałam kroki i zerwałam się z miejsca, na co usłyszałam
-Nie bój się
-Kim jesteś?!-spytałam się i zobaczyłam Chaz'a
-Jess?-podbiegł do mnie i mnie przytuylił
-Chaz, to ty?
-Tak
-Ale co ty tu robisz?
-Mamy tu takie jakby "miejsce spotkań"
-Jacy "my"...-nie dane mi było dokończyć, bo nagle obok mnie zjawił się ktoś kto przystawił mi pistolet do czoła
-Jaden! Przestań!-krzyknął Chaz do chłopaka który przystawił mi pistolet do głowy, to był Jaden Smith ten który nagrał piosenkę Never say Never z Justinem, spotkałam go na koncercie, zaprzyjaźniliśmy się, ale wszyscy myśleli, że on nie żyje
-Jaden? Jaden Smith?-spytałam a on opuścił broń
-A ty to kto?-spytał się ale zobaczył na mojej szyi naszyjnik z piorunem, który dał mi w ostatni dzien kiedy go zobaczyłam.
-Jessica?
-Tak.-uśmiechnęłam się a on mnie przytulił- co ci się stało?-pokazał na nadgarstki i twarz.
-To nic takiego...
-Jess, mówe mi kto to ci zrobił!
-Nie
-Kelsey?
-Nie
-Bieber
-Nie mówcie mu gdzie jestem, błagam.
-Zabije gnoja-powiedział po czym skierował się w strone wyjścia
-Jay, daj spokój, prosze cie.
-Słuchaj Jess, odpuszcze mu teraz, ale niech cie tylko skrzywdzi...
-Dobrze dziękuje-powiedziałam po czym znów opadłam na fotel.

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 8

Rozdział 8

Justin:
     Jest już godzina 7.51 a Jess jeszcze tu nie ma. Musimy się przygotować do koncertu, pewnie znowu zaspała, dobra trudno musze po nią pojechać. Od areny w której miał być koncert do domu Jess była z jakaś godzina, więc pewnie na miejscu dopiero będziemy o 11. kiedy podszedłem do domu i zapukałem nikt mi nie odpowiedział, a komórkę miała wyłączoną, trudno, wejde oknem.
Kiedy weszłem Jess spała, usiadłem na fotelu i spróbowałem ją obudzić, ale to nic nie dało, dobra nie mamy dużo czasu. Wziąłem ją na ręce poszedłem na podwórko i wrzuciłem do basenu
-Co jest?!
-Musimy być już na arenie.
-Mogłeś mnie obudzić!-krzyknęła wychodząc z basenu
-Nie dało się
-Ok, zaczekaj ubiore się, a przez ciebie musze jeszcze wysuszyć włosy!
-Dobra poczekam

Jessica:
Kiedy podeszłam do szafy z ubraniami postanowiłam ubrać czarną bluzkę na krótki rękaw, kótkie jeansowe spodenki i fioletowe vansy. Przez Justina musiałam jeszcze suszyć włosy. O 8.36 schodzilam na dół.
-Ok, możemy już jechać.
-Jak myślisz co postanowiłem ubrać na koncert?
-Myśle, że dzisiaj powinieneś wrócić do starego stylu
-Hmm.... może racja, a tak szczegółowo?
-Fioletowe spodnie, biała koszulka na krótki rękaw i fioletowe supry... to chyba wszystko i jak chcesz to z fioletową czapką z daszkiem
-Ciekawy pomysł. A tak wogóle jak z ochroną?
-Dobrze-powiedziałam z miną "naburmuszonego" dziecka
-Tak wiem, nie raz jest troche głupio, że nie można normalnie wyjść na miasto, ale takie są uroki sławy-uśmiechnął się od ucha do ucha
-Może i tak
O godzinie 10.02 byliśmy pod areną
-Jest lepiej niż się spodziewałem
-Ale czego?
-Z moich obliczeń wynikało, że będziemy tu dopiero ok. godziny 11.
-Oj Juss, wygląda na to, że Pitagorasem to ty nie jesteś.
Kiedy byliśmy w środku, miałam ręce pełne roboty. Musiałam przejrzeć garderobę Justina i jego tancerzy.
Kiedy szłam do piwnicy, po jakieś rzeczy, poczułam jak coś łapie mnie za reke, niestety to musiałbyć Dave
-Teskniłaś?-spytał się po czym zaczęłam się drzeci wyrywać
-Puść mnie!!
-Nie
Bałam się go, na moje nieszczęście nikogo nie było w pobliżu, na szczęście ktoś wszedł wejściem
-Jess a rękawiczki to...-spytał się ktoś a ja rozpoznałam głos Justina, Dave zatkałmi usta i schował się, powiedział, że jeśli się odezwe to mnie zabije, niestety zobaczyłam, że ten psychopata ma nóż, kolejjny który pragnie mojej śmierci... c-u-d-o-w-n-i-e, dlaczego tylko mnie spotyka takie szczęście?
Kiedy Jus chciał wychodzić, nadepnęłam z całej siły na stopę Dave'a a ja zaczęłam uciekać
-Justin uciekaj!
-Co?
-Tam jest Dave! Chodź uciekaj!-lecz zamiast spełnić moją prośbę Jus pobiegł po schodach w dół
-Justin on ma nóż!
-No i?
-Błagam chodź!
-Nie, już za dużo razy chciał cię skrzywdzić, raz na zawsze tego pożałuje
-Prosze... nie-powiedziałam przez płacz
-Shawty, spokojnie... zadzwoń do ochrony, żeby tu podeszła, są na arenie
Kiedy Jus poszedł od razu wzięłam telefon i zadzwoniłam po ochronę
-Tak?
-Przyjdźcie szybko do piwnicy! Ktoś miał nóż i groził mi nim, a teraz Justin poszedł do niego!-powiedziałam przez płacz-proszee, przyjdźcie szybko-rozłączyłam się i ryczałam, ale zobaczyłam, że od razu przez drzwi wbiega ochrona, po chwili wyprowadzali Dave'a, niesety gdzieś wyrzucił nóż więc nie było dowodów, mogli go po prostu wypuścić. Od razu podbiegłam do Jusa
-Nic ci nie jest?
-Nie-powiedział i mnie przytulił
-Dobrze, że tu weszłeś, gdyby nie ty to...
-Już ci kiedyś mówiłem, ale znów powtórze- wziął moją twarz w dłonie, tak abym na niego spojrzała-nigdy nie pozwolę aby ktoś coś ci zrobił shawty.
-Kocham cię Justin
-Ja ciebie też
    Reszta przygotowań przebiegła bez przeszkód, gdy nadeszła chwila koncertu. Ja stałam z boku i obserwowałam z ukrycia. Kiedy nadeszła pora na wybranie OLLG Alison podeszła do mnie i powiedziała
-Jess dzisiaj ty wybierzesz OLLG
-Dlaczego ja?
-Chciałabym zobaczyć kogo weźmiesz
-Dobrze-powiedziałam po czym ją uścisnęłam i poszłam szukać kandydatki, miałam chyba dwie minuty. Podeszłam do najbardziej oddalonego sektoru, zobaczyłam tam płaczącą dziewczynę
-Co się stało?
-Nic takiego
-Prosze powiedz mi co
-Stąd nawet nie widze Justina, choć czuje, ze jest blisko, nawet nie masz pojęcie jakie to okropne uczucie.
-Ile masz lat?
-13
-Chodź-złapałam ją za ręke i powiedziałam-dzisiaj ty będziesz OLLG, a jak się nazywasz?
-Kristen
-To chodź
Kiedy Kristen czekała na moment jej wejścia, widziałam, że wahała, podeszłam do niej i ją uścisnęłam, na co ona odpowiedziała:
-Dziękuje
-Za co?
-Za spełnienie moich marzeń.
Powiedziała po czym weszła na scene
Po koncercie wróciłam z Justinem do domu
-Dobranoc-powiedziałam i wysiadłam z samochodu ale poczułam uścisk na mojej ręce
-Poczekaj
-Co się stało?
-Moge dzisiaj spać u ciebie? Za bardzo się boje
-Nie trzeba oglądac horrorów-uśmiechnęłam się
-Ale ja się boje o ciebie 
-Ok, to chodź
-Dzięki.
Gdy weszliśmy do domu była godzina 23
-Dobra ty śpij na moim łóżku a ja pójdę na sofe-zwróciłam się do Justina
-Nie na odwrót
-Nie 
-Dobra śpimy razem
-Ok
    Kiedy się położyliśmy Justin usnął po jakiś 5 minutach, nie dziwię mu się, ja zasnęłam troche później. 

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 7

Rozdział 7

Jessica:
     Byłam szczęśliwa, że nadal żyje, nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło. Kiedy myslałam nad tą sytuacją usłyszałam dzwonek do drzwi, kiedy je otworzyłam zobaczyłam Kelsey
-Czego tu chcesz?-spytałam się i dopiero wtedy zauważylam, że ma nóż
-ZABIJE CIE SUKO!! PRZEZ CIEBIE NIE JESTEM Z JUSEM!!!
Nie czekając dalej zamknęłam drzwi, ale ona rozbiła okno i weszła przez nie, uciekłam do łazienki, nie wiedziałam co robić, zamknęłam się, jeśli ona tu wejdzie tobędzie ze mną koniec, postanowiłam zadzwonić do Justina:
-Halo?
-Justin przyszła Kelsey! Ona ma nóż! Zamknęłam się w łazience ale ona zaraz wyłamie drzwi!-powiedziałam przez płacz
-Trzymaj się już jadę

Justin:
Kelsey jest nienormalną osobą, już po raz 3 targnęła się na życie Jess, pierwszy raz-na basenie, drugi-Jess chciała popełnić samobójstwo przez nią i jej ukartowaną sytuacje, i teraz 3. Ona jest chora psychicznie. Po drodze wezwałem policje do domu Jess
Kiedy dojechałem do domu, zobczyłem prawie wyłamane drzwi od lazienki i Kelsey z nożem w krwi, bałem się o Jess, ale za nim dobiegłem do Kelsey była już przy niej pollicja, a ja pobiegłem do Jess
-Justin-przytuliła mnie płacząc
-Cii, już dobrze, nic ci nie jest?
-Nie na szczęście nie.
Po tym incydencie bałem się zostawiać ją samą w domu. Wziąłem ją do studia i wszystko wyjaśniłem Scooterowi, kiedy to usłyszał, aż się złapał za głowę:
-Ona jest nie normalna,
-Wiem, ale wiesz co jest najgorsze? Że to z mojego powodu
-Jak tak możesz mówić? Jess cię kocha a Kelsey to jest wariatka.
-Tak, ale jeśli nie Kelsey, to inna moja fanka. 
-Ale Jus...
-NIE! Nie rozumiesz Scooter! Moge cierpieć z powodu rozłąki z nią, ale dla mnie jest ważniejsze, żeby ona była bezpieczna... za bardzo ją kocham.
-A jeśli by miała ochrone?
-Można spróbować, dzięki stary.
-Nie ma za co Bieber
W drodze powrotnej powiedziałem Jess o ochronie
-Wiesz Jess może lepiej jeśli będziesz miała ochrone. Co ty na to?
-Nie mam pojęcia
Gdy byliśmy pod domem, złapałem jej twarz w ręce, tak żeby na mnie spojrzała
-Słuchaj Jess, kocham cię najbardziej na świecie i nigdy nie pozwole aby ktokolwiek, zrobił ci krzywde... rozumiesz
-Tak, rozumiem
-To dobranoc-pocałowałem ją w czoło po czym dodałem-Widzisz tą czwórkę przed twoim domem?-kiwnęła głową-Kiedy do nich podejziesz odezwie się do ciebie James, to tak jakby przewodniczący grupą chroniącą cię i powie ci wszystko.
-Dziękuje, dobranoc

Jessica:
Kiedy wyszłam z samochodu i podeszłam do grupki faktycznie odezwał się jakiś mężczyzna:
-Pani Johnes?
-Tak
-Okno zostało wstawione, drzwi do lazienki wymienione, po za tym wprowadzone środki ochrony tj. kamery na zewnątrz domu, Kiedy wejdzie pani do domu bdzie musiała pani wcisnąć hasło aby nie włączył się alarm.
-Dobrze rozumiem.
-Gdyby chciała pani wyjść z domu, niech pani zadzwoni pod kontakt w swojej komórce nazywający się "ochrona".
-Czyli nie mogę wyjść z domu bez ochrony?
-Niestety nie, było by to za duże narażenie życia lub zdrowia
-Aha rozumiem
-Czy chciałąby pani aby nasza grupa była  wpani domu na noc?
-Nie, nie ma takiej potrzeby, dziękuje.
-Dobrze, więc do widzenia.
-Do widzenia.
    Po wejściu do domu wbiłam hasło i poszłam się położyć. Teraz już rozumiem jakie życie maja celebryci... i wcale im tego nie zazdroszcze.

Rozdział 6

Rozdział 6

Justin:
     Kiedy dotarliśmy do jej domu przypominałem Jess wszystko, ale ona dalej wmawiała sobie to samo. Dla niej wciąż jest 2009 rok. Nie wiedziałem co robić. Ciągle chodziłem zestresowany miałem tego dosyć. Na dodatek w mediach zostały ukazane zdjęcia pocałunku mojego z Kelsey. Kiedy ona poszła spać ja postanowiłem pójść na impreze którą organizował Chaz. O godzinie 20 poszłem do mojego przyjaciela, pomóc w przygotowaniach do imprezy, która miała być o 21
-Dzięki stary, że mi pomagasz, ale dlaczego zostawiłeś Jess w domu?
-Stary, ona myśli, że nadal mamy 15 lat, słyszałeś ten wypadek co nie?
-Taa
-A wogóle nie da się jej nic wmówić
-No, ale widac, że jesteś zestresowany
-A ty byś nie był jakby twoja laska myślała, że nadal macie po 15 lat i jesteście tylko najlepszymi kumplami?!
-Ok, stary spokojnie, 
-Łatwo ci mówić
-Chodź dam ci coś co pomoże ci się odstresować
Poszedłem za Chaz'em do piwnicy i zobaczyłem na stole białe kreski
-O nie stary, nie wciągniesz mnie w to!
-Stary wyluzuj, to nie jest uzależniające, można przestać kiedy tylko się chce
-Jeśli tak mówisz-powiedziałem po czym kumpel wręczył mi banknot a ja nachyliłem się i wciągnąłem wszystko za jednym razem
-Dobra dawaj idziemy dalej przygotowywać to, bo przyjdą a tu nic nie będzie gotowe
Kiedy impreza już trwała szkoda zrobiło mi się Jess więc poszedłem po nią, myślałem, że będzie spała a ona siedziała i oglądała telewizje
-Hej Jess. Nie śpisz?
-Nie
-A chcesz iść na impreze?
-No jasne. A moi rodzice?
-Jess, masz 19 lat a rodzice wyjechali na rok do Francji
-Yhym taa jasne... ale ok, pójdę
-Dobra to chodź
Kiedy byliśmy na imprezie Jess wogóle nie potrafiła się wyluzować, więc poprosiłem Chaz'a aby dał jej spróbować "amfy"
-Stary a Jess też może sobie wciągnąć?
-Jasne, wiesz gdzie to jest?
-Ta wiem
Kiedy to powiedział złapałem ją za ręke i zaprowadziłem do piwnicy.
-Justin co to?
-Twoje lekarstwo
-Ale ja pytam się serio
-Oh, Jess spróbuj wyluzujesz się od razu,
-Ale jak...
-Easy shawty
-Dobra ufam ci-kiedy to powiedziała, podałem jej banknot zwinięty w rulonik a ona wciągnęła tylko pół
-Eee, shawty ale jak już to całe-powiedziałem z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy
-No ok-powiedziawszy to dokończyła białą linię
-No a teraz chodźmy się pobawić-powiedziałem i chwyciłem ją za ręke
     Impreza trwała do 1:00. Po tej godzinie wróciłem do swojego domu a Jess do swojego, może i by coś było, ale ona nic nie pamięta i jest pod wpływem, krótko mówiąc-nie chcę jej wykorzystywać.
Na drugi dzień poszedłem do Jess i obudziłem ją
-Hej Jess
-Justin!-krzyknęła całując mnie w usta
-O już sobie przypomniałaś
-Ale co?
-Który mamy dzisiaj rok?
-2013
-No shawty wróciłaś-przytuliłem ją, kurcze narkotyki chyba jej pomogły
-Nie rozumiem
-Jak to? Nie Pamiętasz co było wczoraj?
-Chciałam się zabić, później aż do teraz nic nie pamiętam.
-Ohh skarbie-przytuliłem ją-Uwierzysz mi, że Kelsey to ukartowała?
-Tak wierze ci.
-Ok, to ja lece, niestety dzisiaj się już nie spotkamy, ponieważ muszę udać się do wytwórni
-Ok
Kiedy wychodziłem z domu byłem sczęśliwy, może dla tego też, że Jess nie pamięta tej akcji z narkotykami na imprezie... mogła by nas wsypać.

Rozdział 5

Rozdział 5

Jessica:
     Kiedy się obudziłam była godzina 9:34, rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam, że ktoś leży na krawędzi mojego lóżka, przerażona wstałam podeszłam do drzwi poszłam do kuchni wzięłam nóż i poszłam do pokoju... nie było już tam nikogo.
-Bu-ktoś powiedział obok mnie
-Justin! Jeszcze troche i bym cie dźgnęła nożem-powiedziałam po czym odniosłam nóż i przytuliłam go
-Spokojnie, dał bym rade
-Eee... Justin a co ty tu robiłeś?
-Obudziłem się o 6 i zobaczyłem, że jakiś facet chciał wejść do twojego pokoju przez okno
-Kto to był?!
-Jakiś paparazzi
-Ale gdy rzuciłem w niego butem, poszedł sobie-powiedział a ja zaczęłam się śmiać jak nienormalna
-Chciałabym to zobaczyć
-To włącz TV
I faktycznie, kiedy włączyłam telewizor leciały wiadomości i widać było tą scene
-Ok, ale dlaczego spałeś u mnie?
-Bałem się o ciebie i wcale nie spałem tylko leżałem cicho
-Aha
-Ej, a może pójdziemy popływąć
-N-i-e   u-m-i-e-m-przeliterowałam mu
-To chodź naucze cię
     Po godzinie byłam wyczerpana nauką i tak jak przypuszczałam nic to nie dało, razem z Justinem poszliśmy na leżaki, podłączyłam słuchawki do telefonu i zaczęłam słuchać muzyki. Usnęłam

Justin:
Kiedy Jess zasnęła chciałem zobaczyć jakiej muzyki słucha. Miała włączoną automatycznie otwarzaną tą samą piosnkę to co zobaczyłem zdziwilo mnie przeczytałem tytuł: "Justin Bieber - All around the world feat Ludacris". Chciałem spojrzeć jeszcze na jej playliste, znalazłem cały album Believe i piosenkę Never say Never.   Po jakiś 5 minutach Jess się obudziła, postanowiłem coś powiedzieć
-Wiesz, jak lubisz moje piosenki, moglaś mi powiedzieć, bym ci zaśpiewał
-Co?! Skąd taki pomysł, że je lubie?
-Playlista
-Kto ci pozwolił grzebać w moim telefonie?
-To może ja ci coś zaśpiewam
-Nie
-Nalegam
-Nie
-Proszeee-zacząłem ruszać brwiami. Znałem Jess aż za dobrze i wiedziałem, że się zgodzi
-Ok
Zaśpiewałem jej All around the world.
-Niech zgadnę,to twoja ulubiona piosenka?
-Skąd wiesz?
-Skarbie, jakbyś nie lubiła tej piosenki, nie słuchałabyś jej w kółko
-Może
-Dobra ja idę, bo musze coś omówić ze Scooterem
-Ok
Wyszłem przez bramkę i czekałem przed swoim domem na Scootera miał się zjawić za 5 minut, nagle zobaczyłem Kelsey
-No cześć Jus
-Czego chcesz?
-Niczego naprawdę chciałam pogadać... ał, coś mi wpadło do oka możesz zobaczyć?-nie lubie jej ale ok, pomoge jej i niech wypieprza, ale tego się nie spodziewałem 

Jessica:
Kiedy siedziałam w swoim pokoju dostałam sms-a od nieznanego numeru:


"Wyjrzyj przez okno"
Kiedy wyjrzałam zobaczyłam Justina, patrzącego w oczy Kelsey i nagle ona go pocałowała, łzy automatycznie wypełniły moje oczy.

Justin:
-Co ty sobie myślisz suko?-warknąłem a ona wskazała palcem na okno Jess, zobaczyłem moją dziewczyne całą w łzach, która kiedy zobaczyła, że ją zobaczyłem, uciekła od okna.
-Oj Justin, ty nigdy nie miałeś szczęścia-wskazując drzewo za którym chował się paparazzi, biegłem za nim ale nie dogoniłem go, a to ścierwo Kelsey, znikła. 
Teraz najgorzej nie wiedziałem co powiedzieć Jess, pomyślała, że to specjalnie zrobiłem, a jeszcze ten idiota z aparatem.... ona to wszystko ukartowała.
     Ide do Kelsey... chociaż nie wiem jakiej reakcji moge się spodziewać, krótko mówiąc bałem się.
Pukałem do drzwi, nikt nie otwierał. Kiedy przeszłem przejściem i przeszukałem cały dom, nie było jej, zobaczyłem tylko na podłodze porozrzucane pudełka z tabletkami, wszystkie były puste... Jess co ty chccesz zrobić?!
Niewiele myśląc wsiadłem do samochodu i jeździłem po całym Stanford, wreszcie postanowiłem pójść do takiego lasu. Zobaczyłem półprzytomną Jess
-O Jezu, Jess nic ci nie jest
-Zostaw mnie, nie chcę cie znać-powiedziała po czym straciła przytomność wziąlem ją na ręce i wsadziłem do samochodu, sprawdziłem puls... nic nie czuje
-Jess kurwa obudź się! Prosze!-powiedziałem przez płacz, ale postanowiłem jechać do szpitala... na pewno ją uratują, na pewno.
Gdy byłem w szpitalu, od razu została przyjęta na sale operacyjną, siedziałem w poczekalni i płakałem, nie obchodziło mnie to, że paparazzi mogą tu być, w dupie ich mam... chce tylko, żeby Jess się obudziła.
Po operacji Jess wywieźli na sale po operacyjną
-Doktorze i jak z nia będzie
-No wie pan, udało się usunąc wszystkie tabletki z jej żołądka, ale część zdążyła sie wchłonąć, na pewno przeżyje ale może zapaść w śpiączkę, albo być zależna tylko od respiratora
-Dziękuje, kiedy będe mógł ją zobaczyć?
-Jeśli jutro się nie wybudzi to raczej marne szanse, że wogule będzie można z nią porozmawiać, a co dopiero nawiązać jakiś kontakt
Nic nie mówiąc wszedłem do sali gdzie leżała Jess, siadłem na krześle przy jej łóżku, kiedy była noc położyłem głowe na jej nogach i usnąłem, obudziłem głos Jess
-Justin?
-O boże, Jess jak dobrze, że się obudziłaś
-Zmieniłeś się
-Co?
-Przecież wczoraj jeszcze byłeś niższy i miałeś inna fryzurę
-Jess co ty mówisz?
-O jezu jest 10, dlaczego nie jestem w szkole?
-W jakiej szkole? Skończyliśmy ją rok temu,
-Niby jak? Mamy 15 lat i jesteśmy w 3 gimnazjum
Nic się nie odezwałem wyszłem i poszłem do gabinetu doktora
-Ona nic nie pamięta!
-Prosze nie krzyczeć i powiedzieć mi o co chodzi.
-Ona myśli, że nadal mamy po 15 lat,
-Wygląda na to, że część jej mózgu obumarła
-Co?!
-Ale to jest chwilowe i normalne po takim zdarzeniu, mózg się regeneruje, z czasem będzie przypominała sobie coraz więcej rzeczy, aż w końcu będzie pamiętała wszystko. Ale bedzie pamiętała też co się stanie w tym czasie co teraz.
-Aha, ale będzie wszystko dobrze?
-Tak, prosze się nie denerwować, Panią Johnes, możemy dzisiaj wypisać, ale musi być ktoś, kto będzie się nią opiekował
-Rozumiem, dziękuje panu bardzo, do widzenia
     Byłem tak szczęśliwy, że nic nie jest jess, teraz będe z nią cały czas
-Dobra Jess zbieraj się jedziemy do domu-powiedziałem z uśmiechem na twarzy

















niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 4

Rozdział  4

Jessica:
     Kariera Justina rozwijała się w oka mgnieniu, po czterech latach ciężkiej pracy mojej i jego (tak pomagałam  mu, byłam w teamie), był jednym z najbardziej znanych celebrytów, większość społeczności twittera to Beliebers i Boybelieber-jego najwierniejsze fanki i fani. Mieliśmy już po 19 lat, Jus rozwijał kariere a ja byłam na studiach medycznych. Rzadko spotykałam się z nim, ale nadal byliśmy dla siebie najbliższymi przyjaciółmi. Jednak dawno już go nie widziałam, tak samo nie zjawiał się na koncertach. Jego mama i rodzeństwo wyjechali na jakiś czas zostawiając dom pusty. Jego mama Pattie na wszelki wypadek zostawiła mi klucze. Kiedy miałam zamiar wychodzić z domu, zauważyłam ruch w domu obok, nikogo nie powinno tam być. Cofnęłam się do domu wzięłam klucze i swój telefon. Weszłam do domu, unosił się w nim swąd papierosów i alkocholu. Kiedy weszłam do jadalni zamarłam, zobaczyłam Jusa, siedzącego na podłodze palącego i kompletnie pijanego.
-Justin!-Od razu podbiegłam i przytuliłam go 
-Czego chcesz?-spytał biorąc lyk obrzydliwego płynu z procentem
-Justin co jest z tobą?-wytrąciłam mu butelkę z ręki i podniosłam-Jus ty ledwo się trzymasz na nogach!
-Ci wszyscy hejterzy, oni śmieją się ze mnie, wymyślają cały czas nowe historie, ja tego nie wytzymam!-dopiero wtedy zobaczyłam, że obok Jusa leżały tabletki... O Jezu tabletki+alkochol?
-Justin czy ty brałeś tabletki?
-Nie dopiero je zaraz wezme może w końcu ze sobą skończe.-i faktycznie zobaczyłam, że pudełko z taletkami było fabrycznie zamknięte.
     Otworzyłam okno, i obróciłam się w strone mojego przyjaciela, był już nieprzytomny, z jego podkrążonych oczów można było wyczytać, że nie spał już kilka dni. Podniosłam go, był lekki, co mnie zdziwiło, bo myślałam, że nie dam sobie rade. Otworzyłam jego pokój, tam jeszcze gorzej śmierdziało, posadziłam go na chwile na fotelu i otworzyłam wszędzie okna. Zmieniłam pościel na jego łóżku i wreszcie było normalnie. 
-Justin obudź się, masz to i idź się przebierz-dałam mu jego dresowe spodnie i podkoszulek z jego szafy,a on poszedł do łazienki.
Nie było go chyba z 5 minut więc otworzyłam drzwi i zobaczyłam Jusa przebranego i siedzącego z zamkniętymi oczami, znowu zasnął. Położyłam go włóżku przykryłam i zamknęłam drzwi od jego pokoju. I postanowiłam ogarnąć dom, kiedy wynosiłam śmieci zobaczyłam paparazzi, zaczęła się ich gadka:
-Panno Johns, czy ma pani romans z Justinem?
-Co jest z nim?
-Dlaczego nie ma go na koncercie?
-Justina tu nie ma!-krzyknęłam na co wszyscy ucichli-nic mnie nie łączy z Bieberem po prostu dom jest pusty a ja na prośbę pani Malette doglądam domu i porządku w nim. 
Po tych słowach zrobili jeszcze pare zdjęć i pojechali, współczuje Justinowi, ja też bym nie dała rady.
     Minął cały dzień a ja siedziałam na fotelu przy łóżku Jusa. Chyba przysnęłam, bo Justin mnie obudził:
-Hej
-No hej, jak tam wyspany?
-Tak, dziękuje ci-uścisnął mnie
-Za co?
-Za to, że dzięki tobie jeszcze tu jestem skarbie-uśmiechnął się do mnie, zamurowało mnie
-Ok nie masz za co dziękować
-Widziałem w wiadomościach twoją akcje przed domem, ktoś powiedział nawet, że tak samo się zachowujemy i biorą nas za pare
-No ty chyba sobie żartujesz, nas biorą za parę-roześmiałam się aby rozluźnić atmosfe
-A co nie chciałabyś?-i znowu zaczął ruszać brwiami co znów wprowadziło mnie w zamieszanie, ale postanowiłam szybko zmienić temat
-Jak to tak samo się zachowujemy?
-Bo inne gwiazdy jak nie mają ochoty gadać z paparazzi uciekają, a ty zrobiłaś jak ja, wydarłaś się na nich 
-Ale mówimy teraz o celebrytach Justin, a mnie temat celebrytów się nie tyczy.
-No właśnie dzięki TV, internetowi i gazetom, usyzkałaś rozgłos, jako niby moja dziewczyna....
-Jezu... twoje fanki mnie rozszarpią nie dając sekundy na wyjaśnienie, że to pomyłka
-...może i tak, ale teraz słuchaj najlepszego, dobrze wiesz, że mam brać udział w takim jednym musicalu jako główny bohater, a ja podałem pomysł, żebyś ty była główną bohaterką, reżyser się zgodził
-Czyli ja nie mam swojego zdania?
-Nie-odpowiedział z promiennym uśmiechem na ustach.
-Dobra, a co robi główna bohaterka?
-No właśnie będziesz w filmie moją dziewczyną, i....
-Dobra jakoś wytzrymam-roześmiałam się
-i... nie wiem jak ci to powiedzieć..
-Wal prosto z mostu Jus
-Reżyser podał pomysł abyśmy na czas filmu, byli... uznawani jako para...
-W filmie?
-No właśnie, w filmie też ale... w prawdziwym świecie także, jak nie chcesz to nie, 
-A twoja opinia na ten temat?
-Ja bym się zgodził-uśmiechnął się po czym dodał-proszeee cię-i zrobił minę szczeniaczka, cholera on zawsze wie jak mnie przekonać
-Okej-gdy to powiedziałam, Jus przytulił mnie i nie chciał puścić
-Tylko wiesz, że pod twoim domem będą paparazzi? Każdy twój ruch będzie opisywany.
-Dobra zrobie to dla ciebie
-Okej ciesze się, a i posłuchaj może pójdziemy na kolacje z Chaz'em, Scooter'em i reżyserem filmu?
-Ok, kiedy i gdzie?
-Bądź gotowa o 19, przejdź przejściem do mnie ok?
-Ok
      Gdy to powiedziałam poszłam do domu, była 13.27, napuściłam wody do wanny i się położyłam, pozwalając swojemu całemu ciału się odprężyć. Czyli od dzisiaj jestem dziewczyną mojego najlepszego przyjaciela i gwiazdy Justina Biebera. Ciekawe czy spytał się on mnie o to tylko dla potrzeby filmu czy szczerze. Mam pomysł, spytam się reżysera przy kolacji. Kiedy przestałam myśleć zauważyłam, że woda jest zimna a zegarek wskazuje godzinę 15. Coraz mniej czasu.. dobrze, że mama z Michaelem wyjechali na dobry rok, do rodziny we Francji. Umyłam włosy i je wysuszyłam, lokówką przy końcówkach włosów, ubrałam fioletową sukienkę z rękawkiem i czarne baleriny. Zrobiłam delikatny makijażi usiadłam na chwile na tt. Była godzina 18 włączyłam jeszcze telewizor i obejrzeć wiadomości to co usłyszałam zszokowało mnie:
-Młoda gwiazda Justin Bieber kilka minut temut napisał na swoim twitterze, że ma nową dziewczynę, jest nią Jessica Johnes. 
Spojrzałam przez okno i zobaczylam mnóstwo aparatów, fleszy i reporterów.... Bieber zabije cię kiedyś... ale nie dzisiaj, nie mam na to siły.
Kiedy przeszłam przejściem zobaczyłam Jusa
-No hej-uścisnął mnie
-Hej, musiłeś napisać na tt?
-Odmawiam zeznań-uśmiechnął się i popatrzył się na moją lewą ręke-Ty Jess jesteś Belieber?
      Dopiero teraz zobaczyłam, że wciąż nosze fioletową wstążkę na lewej ręce...cholera.
-Yyyy nie.
-Jak to nie? Przecież widzę.-uśmiechnął się
- Ym bo no, po prostu...
-Powiedz szczerze?
-Belieber to osoba która której idolem jesteś ty, i ta osoba będzie go zawsze wspierała, prawda?
-Tak
-To widać, że jestem Belieber od 13 roku życia
-No to byłaś pierwszą Belieber, i moją pierwszą prawdziwą najlepszą przyjaciółką-uśmiechnął się
-Czekaj ja zdejmę wstążkę
-Dlaczego?
-Nie wiem, po prostu założe ją jak wrócimy
-Aha, to zostaw ją u mnie-po czym wziął wstążke i położył na swojej półce-chodź idziemy już
Kiedy wyszliśmy z domu, ludzie zaczęłi zadawać pytania a my nic nie odpowiadaliśmy tylko wsiedliśmy do auta. Kiedy dojechaliśmyna miejsce, Chaz, Scooter i reżyser, siedzieli przy stoliku
-No hej wam-przywitał się Jus
-No wreszcie gołąbeczki przyszły-odezwał się Chaz
-Skąd wiesz?
-Wiadomości, twitter, teraz to jest temat nr 1 na całym świecie-odpowiedział Scooter
-A właśnie mógłabym z panem porozmawiać na temat filmu?
-Oczywiście, i nie mów mi pan bo się staro czuje jestem, Dereck.
-Jessica 
-To może porozmawiamy o filmie przy bufecie?
-Jasne-odeszliśmy od stolika, idealna chwila aby spytać się o mój związek z Bieberem.
-To co chciałabyś wiedzieć?
-Czy to ty zasugerowałeś Justinowi, aby spytał się mnie na potrzeby filmu, żebym była jego dziewczyną?
-Nie, dlaczego tak ci powiedział? A może chciał się spytać ciebie o to już dawno temu ale się wstydził?-zaraz czyżby Bieber się we mnie zakochał? Nie zauważyłam tego, wiem, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi ale nigdy takie coś by mi do głowy nie przyszło.-Wiesz, nie chciał aby żadna inna dziewczyna oprócz ciebie grała w tym filmie, błagał mnie, żebym wziął ciebie. I dobrze powiedział będziesz idealnie się nadawać.
-Dziękuje, może wróćmy już do stolika?
-Jasne.
Kiedy doszliśmy do stolika:
-Jess, słonko, musimy się zbierać
-Dlaczego?
-Beliebers zrobiły akcje i opisały ją na tt, za jakieś 5 minut będzie tu ponad 50 moich fanek, lepiej chodź
-Ok, Cześć-pożegnałam się i udałam się do samochodu Jusa.
-Oh, Jess musiałas się spytać Dereck'a o to, co nie?-spytał się chowając telefon do kieszeni
-Ale ja nie rozumiem o co ci chodzi?-musiałam się jakoś wykrecić
-Wysłał mi sms-a, prosze nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi..
-Musiałam wiedzieć
-Pogadamy w domu
Gdy byliśmy pod jego domem spytałam:
-To ja ide do siebie-powiedziałam próbują wrócić do domu, ale poczułam mocny uścisk na mojej ręce, który ciągnął mnie w strone domu Biebera, przestraszyłam się, nigdy nie widziałam takiego Justina, z jego oczów ciskały pioruny, myślałam, że mnie zabije. O czym ja myśle to jest mój przyjaciel.
      Kiedy bylismy w jego pokoju on wsunął mi wstążkę na ręke i zaczął się śmiać
-Jess, ja cie nie zabije, żebyś widziała swoją twarz-wypowiedział przez śmiech  
-O czym chciałeś pogadać-spojrzałam się w ziemie
-Chciałem cie przeprosić, że okłamałem cie z reżyserem...
-Więc dlaczego tak powiedziałeś?
-Bo cię kocham..-powiedział niemal nie słyszalnie-Jeśli ty mnie nie kochasz, powiedz mi to, zrozumiem.
Spojrzałam się w ziemie milcząc analizując to co mi powiedział, kiedy tak milczałam Jus spuścił wzrok, chyba pomyślał, że go nie kocham
-Chcesz, żebym powiedziała ci prawde
-Tak
-Nawet jakbym powiedziała, że jeśli bym powiedziała, że jestes tylko moim przyjacielem?
-Już mówiłem, powiedz, jeśli tak myślisz to powiedz mi to
-Gdybym ci to powiedziała...kłamałabym-podnioslam wzrok, na co on zrobił tak samo- kocham cie Justin, nawet nie wiesz jak bardzo,
-Od kiedy?
-Od zawsze
-Ja tak samo shawty-przytulił mnie i pocałowął w policzek-ale teraz idź spać 
-A kóra jest godzina?
-20
-Aha, dobranos Jus
-Dobranoc Jess, a czy ja tez moge liczyć na całusa w policzek?-uśmiechnął się chytrze
Kiedy ja chciałam go pocałowaćon odwrócił twarz, na co moje usta wylądowały na jego.
-Oszust-wytawiłam język w jego strone, przechodząc przejściem
-Też cie kocham-krzyknął z uśmiechem
     Kiedy się położyłam na łóżku wciąż z twarzy nie schodził mi uśmiech.









sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 3

Rozdział 3

Justin:
     Mam za dużo zdjęć musze kilka wykasować, o Jess na balu, wygląda na szczęśliwa.... za ostro ją potraktowałem, nie nawidze siebie za to. Ale co może ja ją będe cały czas ratował? O, a co to,- spojrzał na zdjęcie w swoim telefonie, byla na nim poobijana, lecz uśmiechnięta Jess i Justin z gitarą...- a no tak pamiętam tą sytuacje to było dobre...

FLASHBACK


Justin:
O Jezu zaraz wyniki konkursy
-Witam, jestem z SU(Samorządu Uczniowskiego) i chciałam wam przedstawić wyniki konkursu, wokalnego, no to, 1 miejsce:Justin Bieber, 2Kelsey Waltz i 3 Selena Rodriguez
Na przerwie szłem do Jess z gitarą w pokrowcu, aż nagle:
-I co dziewczynko? Znów się chwalisz swoim głosikiem?
-Zamknij się Dave.
-Tak?- odpowiedziawszy mi zabrał moją gitarę, chciałem ją zabrać ale jego koledzy mnie przytrzymali.
Położył gitarę na podłodze i właśnie miał brać rozbieg by ją zniszczyć już był krok przed gitarą, gdy zobaczyłem, że zaczął się dusić, zobaczyłem małe ręce na jego szyi... to była Jess, mimo, że była niska i słaba w tym momencie była tak odważna i silna jakby diabeł w nią wstąpił. Nagle Dave wylądowal na podłodze a ona zaczeła go okładać, chyba rozwaliła mu nos. Jego koledzy złapali ją a ona jeszce kilku uszkodziła, kiedy grupka ją unieruchomiła a inni pomogli Dave'wi wstanąć ona krzyczała na całą szkołe:"Puście mnie bo was rozwale!!-a widząc, że ja tylko stoje i się patrze krzyknęła-"Justin! Rusz dupe i weź tą gitarę chyba, że chcesz, żeby ją ci rozwalili!" Kiedy wziąlem gitarę, zauważyłem, że Dave'a zaczął śmiać się z Jess, oj stary,, szkoda mi ciebie,  i tak jak myślałem, Jess wyrwała się piątce najsilniejszych kolegów Dave'a i znów zaczęła go okładać. Kiedy ktoś powiedział o tym nauczycielom Jess, pobiegła do łazienki zmyła krew z rąk wyciągneła puder i zamaskowała zadrapania, sińce i wyszła jakby nigdy nic. Dyrekcja nic nie podejrzewała, ponieważ Jess wypracowala sobie u nich reputacje "aniołka", taaa, ja już znałem tego aniołka...


Teraźniejszość

Jessica:
      Nie mogę, nie potrafię.... Dlaczego nie moge przestać o nim myśleć?! Pokłócił się ze mną, nie dał mi dojść do słowa. A ja nawet teraz mam ochotę podejść do niego, przytulić się i nigdy go nie puścić, nie raz mam dość życia. wtedy idę na dawno już opuszczone tory i siedze na ok. 10 metrowym zarośniętym moście, pod którym jest rwąca rzeka i mam ochotę rzucić się w jej odchłań, tak nadal niepotrafie pływać Jus próbował mnie uczyć ale i tak nic z tego nie było. Zawsze kiedy chciałam tam iść, kiedy miałam wszystkiego dość szłam tam, chciałam nie żyć, ale zawsze Justin łapal mnie przytulił i chociaż wydzierałam się na niego by mnie puścił, nawet okładałam go pięściami, nie raz mu krew pociekła, ale on nie zwracał na to uwagi tylko trzymał mnie w uścisku, kiedy się upewnił, że się uspokoiłam póścił mnie, a potem znów przytulałam się do niego łkając jak małe dziecko. Taki przyjaciel to skarb... Ale nie raz skarb to srebro, a srebro u nie właściwych ludzi czernieje, tylko kiedy ma z nimi kontakt....
       Teraz Jus mi nie przeszkodzi mam tego dość, nie chcem o niczym już myśleć. Postanowiłam.
Ubrałam się w dżinsowe spodenki, czarną luźną bluzkę, fioletowe supry i czapke z daszkiem w tym samym odcieniu. Wyszłam z domu, po okolo 10 minutach byłam na moście, stanęłam nad rzeką, łezka spłynęła mi po policzku i skoczyłam. Zamknęłam oczy ale woda niosła mnie tak, że nie raz miałam głowę nad wodą, wtedy zobaczyłam Justina, pędził przy brzegu i gdy był przede mną wskoczył do wody i mnie złapał, cholera to jakiś mój anioł stróż czy coś? 
     Podpłynął do brzegu, a ja chciałam znowu wskoczyć do wody, zabić się, ale Jus trzymał mnie mocno:
-Puść mnie! Justin!! Wracaj do domu zostaw mnie to moje życie nie twoje!-krzyczałam okładając go
-Nie rozumiesz jakbym ci na to pozwolił sam musiałbym się zabić.-dlaczego on mówił to tak cholernie spokojnie?!
-Dlaczego?
-Bo nie chcę cie stracić!....po prostu nie chcę...
      No i skończyło się to jak zawsze znów ryczałam jak nie normalna a wieczorem wróciłam do domu, mama i ojczym jeszcze nie przyszli, może i lepiej. Zamknęłam drzwi na klucz, wzięłam prysznic, teraz ubrałam się w dresowe spodnie i czarną bluzkę z flagą Kanady. Weszłam przez przejście w ścianie i siedziałam w tym pomieszceniu między domami. Nie wiem po co tam siedziałam, może dlatego, że czekałam jak Jus tu przyjdzie? Siedziałam chyba pół godziny, aż nagle zobaczyłam Justina wchodzącego
-Hej, dawno cie tu nie było
-Tak wiem, wiesz Jus, nierozumiem dlaczego zawsze kiedy chcę się zabić ty musisz to wyczuć i mi przeszkodzić-wiedziałam o czym mówie, pewnego dnia chciałam się pociąć żyletką a on wyskoczył z przejścia i zaczął krzycześć:"Oddaj mi tą cholerną żyletkę Jess!"-Masz jakąś propozycję?
-A może jestem twoim aniołem stróżem-spytał znów poruszając brwiami, dzięki temu zawsze potrafił mnie roześmiać
-Taka teoria też przeszła mi przez myśl-wypowiedziałam przez śmiech, a potem ziewnęłam
-Ty idź do pokoju spać bo jeszcze mi tu uśniesz
-Dobra, cześć Jus
-Kolorowych księżniczko




















Rozdział 2

Rozdział 2

     Przez dwa lata tak się zaprzyjaźniłam z Justinem, ze byliśmy jak rodzeństwo, biliśmy się, godziliśmy i tak w kółko, był dla mnie jak brat, nawet dzięki mnie nagrywał filmiki na YT by pokazać jaki ma talent, teraz mamy 15 lat a jego filmiki i tak cieszą się wielką oglądalnością. Pewnego majowego dnia Justin przyszedł do mnie z resztą jak zawsze. Chodziliśmy bez celu po mieście.
-Jess, wiesz co, dzięki filmikom z YT, zadzwonił do mnie pewien koleś: Scooter, powiedzial, że jakaś wytwórnia chce nagrać ze mną płytę.
-To dobrze-odpowiedzialam i się uśmiechnęłam.
-Hej idziemy pograć w kosza?
-Mnie się pytasz? Jasne, że idziemy.
     Kiedy weszliśmy na boisko, mieliśmy szczęście akurat jakaś grupa trzyosobowa, chciała się zmierzyć z jedną osobą, rozpoznaliśmy ta osobe, to był Chaz, od razu dołączyliśmy do niego. Kiedy spojrzałam na przeciwną drużyną zaczęłam żałować, że dołączyłam, zobaczyłam tam Dave'a, który był we mnie zakochany, raz próbował mnie pocałować ale ja zaczęłam go odpychać, na szczęście dostał od Biebera w szczenkę. Oprócz niego było jeszcze dwóch jakiś typków. Kiedy mecz się zaczął od razu zaczeliśmy zdobywać punkty. Wygraliśmy. Po skończonym meczu Jus został z Chaz'em jeszcze chwile bo musiał pogadać z trenerem. Ja postanowiłam, że poczekam na nich na zewnątrz. 
-No hej Jess-powiedział Dave, i od razu mnie przygwoździł przy ścianie
-Spieprzaj!-Kopnęłam go w nogę a on mnie spoliczkował.
Chciałam krzyczeć ale nagle jakby mnie coś sparaliżowało, zauważyłam ostatkiem sił, że Dave rozbił szklaną butelke na mojej głowie...Zemdlałam..

Justin:
     Nie moge się doczekać kiedy powiem Jess, że ona ja i Chaz będziemy brali udział w zawodach. Już widze jej reakcje. Zaraz... gdzie ona jest?
-Chaz, gdzie jest Jess?
-Nie wiem, przecież byłem z tobą na sali
Zobaczyłem torebkę Jess, o Jezu... stalo się coś..
Kiedy biegłem z przyjacielem wbiegliśmy do lasu, zobaczylem Jess leżącą nieprzytomną i Dave'a nad nią bez koszulki, rozpinającego spodnie, co ten dupek sobie myśli?!
Od razu zacząłem go okładać z Chaz'em. A gdy uciekł z chyba złamanym nosem, wziąłem Jess na ręce
-Dzięki stary
-Nie ma za co Justin, Jess to też moja przyjaciółka, pomóc ci?
-Nie, nie trzeba dam rade, cześć
-Nara
Kiedy niosłem ją przez ten las, jedna łezka splynęła mi po poliku, co by się stało gdybyśmy się tam nie zjawili?
     Po kilku minutach doszłem do jej domu, była lekka, naprawdę. Zapukałem w drzwi:
-Dzień dobry-zwróciłem się do jej ojczyma
-Dzień dobry Jus... O Jezu.. co jej jest?.
-Ten dupek Dave, przez niego Jess straciła przytomność, gdybym z Chaz'em nie przybył to... nie chcę nawet o tym myśleć.
-Dziękuje Justin, dobranoc.
-Dobranoc panu.
A niech tylko coś się stanie z Jess, a Dave pożałuje tego.
    O 10 rano obudziłem się i od razu przeszłem przejściem do Jess:
-Justin?
-Tak to ja, jak się masz?-wstałem i otrzepałem się z kurzu
-Justin dziękuje ci, tak bardzo-przytuliła mnie a z jej oka popłynela łezka
-Spokojnie shawty nic ci więcej nie zrobi.-powiedziałem ocierając jej łze
-Jus jak ty mnie nazwałeś?
-Jak nie chcesz, żebym, tak na ciebie mówił to nie będe...
-Mów jak chcesz.
-Ok Jess, słuchaj mam kontrakt z wytwórnią,
-Serio?-spytala się mnie smutna
-Tak, ej ale dlaczego jesteś smutna?
-Boje się Justin...
-Dave już ci nic nie..
-Justin ty nic nie rozumiesz, ja boje się o ciebie.
-Co?
-Jus, znam ciebie, wiem, że daleko zajdziesz, ale każdego można doprowadzić do kresu wytrzymałości...
-Aha czyli mówisz, że nie dam sobie rady, tak?
-Nie o to chodzi...
-Tak to o co?! Wreszcie mi się poszczęściło a ty chcesz zrobić wszystko, abym to stracił! Ty tylko siebie widzisz!
-Jus... jak tak możesz??
-Tak samo jak ty!-odpowiedziałem i wyszłem przejściem dopiero wtedy usłyszalem, że Jess płacze i przypomniałem sobie, że tylko dzięki Jess, nagrywałem filmiki na YT. 
Nie mogłem tego sluchać więc udalem się do pokoju...

Rozdział 1

Rozdział 1

    Moja mama wraz  z Michaelem pojechali od razu do sklepu więc zostałam sama. Kiedy się wypakowałam zauważyłam, że nie jestem sama w pokoju. Obróciłam się i zobaczyłam, Justina, zaczęłam krzyczeć a on zatkał mi buzię i odezwał się:
-Nie krzycz!-powiedział kiedy ztrąciłam jego ręke z mojej twarzy
-To mnie puść!!-a szatyn jak na rozkaz mnie puścił
-Przepraszam
-A skąd ty się wogule tu wziąłeś?
-No właśnie chciałem ci pokazać-mruknął pod nosem złapał mnie za rękę przesunął szafe i pokazał drzwiczki w ścianie.
-Co to jest?-spytałam go
-To jest przejście pomiędzy dwoma pokojami, akurat między twoim i moim-uśmiechnął się dalej idąc wąskim korytarzem, nagle staneliśąmy w pomieszczeniu, nie był to pokój Justina, była to duża przestrzeń pomiędzy domami, nikt o niej nie miał pojęcia oprócz niego i teraz mnie...
-Fajnie jest tu-powiedział ciągle patrząc na ten "pokój"
-Wiesz... możesz tu przychodzić kiedy chcesz
-Ok, ja juz idę do pokoju bo jak mama z ojczymem wrócą to nie będą wiedzieli gdzie jestem.
-To może ja ci pomogę?
-Jak chcesz.
   Weszliśmy do mojego pokoju. W międzyczasie nieustannie o coś pytał:
-Wiesz, że jeśli rodzic z tobą nie mieszka to jesteś szykanowany w szkole?
-Czyli w tej szkole też nie będe miała lekko.-najwyraźniej zaciekawiło go to, bo usiadł na fotelu i czekał na moją opowieść. Powiedziłąm mu o moim ojcu, o jego śmierci,a na koniec się rozpłakałam, zawsze tak mam, a on podszedł do mnie i mnie przytulil mówiąc:
-Spokojnie, będzie dobrze.-siedziałam w jego uścisku chyba 3 minuty
-Dziękuje
-Spoko, mój ojciec wyprowadził się jak miałem kilka miesięcy, rzadko go widuje.
-A masz jakiś kolegów?-spytałam, aby rozluźnić atmosfere
-A co przy mnie jest ci źle-spytał się i zaczął zabawnie ruszać brwiami
-Nie m, chodzi o to, że um...
-Wiem, spokojnie drocze się, a tak wgl to mam przyjaciela Chaza, i koleżankę Kelsey, reszta nie chce się ze mną zadawać...
-Dlaczego?
-Dlatego, że kocham muzykę, startuje w konkursach, śpiewam, wygrywam, śmiejś się ze mnie...
-A zaśpiewaj coś, prosze, chciałabym zobaczyć jaki masz głos- spojrzał się na mnie podejrzanie:
-Czekaj tutaj.-po czym zniknął za małymi drzwiami, po kilku sekondach wrócił z gitarą.
      Justin zaczął śpiewać jakąś nieznaną mi piosenkę, ale szczerze mówiąc ma wspaniały głos.
-OMG Justin jak można mieć taki głos? Jestem zazdrosna!
-Heh oprócz mojej mamy słysze to poraz pierwszy, dzięki.
-Justin chodź do mnie mój ojczym chyba już wrócił i zaczął napełniać basen wodą
-Ok, tylko wezmę coś na przebranie, a moge wziąc Chaza i Kelsey?
-Jasne spotkamy się za godzinę w przejściu
-Za godzinę?-udawał, że się zastanawiał-No dobra.
      W swoim pokoju miałam już wszystko wypakowane, ale zapomniałam o jednym, wielkie lustro, które kupiłam jeszcze w mojej rodzinnej miejscowości. Spojrzałam na siebie, miałam szatynowe włosy prawie do pasa, błękitne oczy. Na basen wzięłam czarny strój jednoczęściowy.
W przejściu czekałam na Justina, nagle go zauważylam, ale za nim szły jeszcze 2 postacie.
-Hej Jess, przyprowadziłem przyjaciół to jest Chaz i Kelsey.
-Hej! Chodźcie moja mama i ojczym wyszli i powiedzieli, że "chyba damy sobie radę"-po tych słowach od razu wybiegli z domu w kierunku basenu.
Wszyscy wskoczyli do ogromnego basenu, oprócz mnie, ja siedziałam na brzegu, z jednej prostej przyczyny-nie potrafiłam pływać, a w basenie bylo tak głęboko, że jeśli bym stanęła stopami na dnie to zostało by jeszcze 20 cm nad głową. Justin poszedł dla nas po coś do picia, a reszta poszła na leżaki, lecz ja dalej siedziałam. Nagle poczułam, że ktośmnie popchnął, spadłam do wody, zaczęłam machać rękoma i nogami, a oni pomyśleli, że to zabawa, dopiero wtedy zobaczyłam Kelsey która specjalnie mnie tam wrzuciła. Już prawie straciłam przytomność, gdy zobaczylam sylwetkę Justina, który wyciągnął mnie z wody.

Justin:
   Wracałem z napojami nad basen kiedy zauważyłem śmiejącą się Kelsey nie wiedziałem o co chodzi, gdy zrozumiałem, że Jess się topi od razu wskoczyłem i ją wyciągnąłem, dziękowałem bogu, że nic jej nie jest. Zobaczylem, jak Kelsy się śmieje:
-Co ty robisz?-Podszedłem do niej i ją po pchnąłem
-A co Jus?-spytała się, ale kiedy spojrzała na mnie jaki byłem wściekły odpowiedziała-Chwila, chwila a może Jus się zakochał?-powiedziała przez śmiech, zabije ją zaraz.
-Morze to jest zimne i szerokie, a teraz spierdalaj!-krzyknąłem pokazując bramkę, Kelsey przestraszyła się i poszla.

Chaz:
Jezu, nigdy nie widziałem Biebera w takim stanie nigdy nie krzyknął na żadną dziewczynę, a może naprawde coś jest na rzeczy? Nie powiem, Jess jest ładna i miła... No ale pierwszego dnia się zakochać?

Justin:
-Jess, nic ci nie jest?-spytałem się owijając ją w ręcznik.
-Nie nic mi nie jest, dziękuje, gdyby nie ty to bym się chyba... umh nie chcem o tym nawet myśleć.
-Nie umiesz pływać- przytaknęła głową.
-To ja cię naucze.
-Naprawde?
-Tak.-uśmiechnąłem się na co ona ten uśmiech odwzajemniła.
      Reszta dniaprzebiegła w przyjaznej atmosferze. Gdy się rozchodziliśmy a ja szedłem do pokoju Jess,aby przejść przejściem, przytuliłem ją i powiedziałem:
-Ty dla mnie już jesteś najlepszą przyjaciółką
-A ty dla mnie najlepszym przyjacielem.