sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 2

Rozdział 2

     Przez dwa lata tak się zaprzyjaźniłam z Justinem, ze byliśmy jak rodzeństwo, biliśmy się, godziliśmy i tak w kółko, był dla mnie jak brat, nawet dzięki mnie nagrywał filmiki na YT by pokazać jaki ma talent, teraz mamy 15 lat a jego filmiki i tak cieszą się wielką oglądalnością. Pewnego majowego dnia Justin przyszedł do mnie z resztą jak zawsze. Chodziliśmy bez celu po mieście.
-Jess, wiesz co, dzięki filmikom z YT, zadzwonił do mnie pewien koleś: Scooter, powiedzial, że jakaś wytwórnia chce nagrać ze mną płytę.
-To dobrze-odpowiedzialam i się uśmiechnęłam.
-Hej idziemy pograć w kosza?
-Mnie się pytasz? Jasne, że idziemy.
     Kiedy weszliśmy na boisko, mieliśmy szczęście akurat jakaś grupa trzyosobowa, chciała się zmierzyć z jedną osobą, rozpoznaliśmy ta osobe, to był Chaz, od razu dołączyliśmy do niego. Kiedy spojrzałam na przeciwną drużyną zaczęłam żałować, że dołączyłam, zobaczyłam tam Dave'a, który był we mnie zakochany, raz próbował mnie pocałować ale ja zaczęłam go odpychać, na szczęście dostał od Biebera w szczenkę. Oprócz niego było jeszcze dwóch jakiś typków. Kiedy mecz się zaczął od razu zaczeliśmy zdobywać punkty. Wygraliśmy. Po skończonym meczu Jus został z Chaz'em jeszcze chwile bo musiał pogadać z trenerem. Ja postanowiłam, że poczekam na nich na zewnątrz. 
-No hej Jess-powiedział Dave, i od razu mnie przygwoździł przy ścianie
-Spieprzaj!-Kopnęłam go w nogę a on mnie spoliczkował.
Chciałam krzyczeć ale nagle jakby mnie coś sparaliżowało, zauważyłam ostatkiem sił, że Dave rozbił szklaną butelke na mojej głowie...Zemdlałam..

Justin:
     Nie moge się doczekać kiedy powiem Jess, że ona ja i Chaz będziemy brali udział w zawodach. Już widze jej reakcje. Zaraz... gdzie ona jest?
-Chaz, gdzie jest Jess?
-Nie wiem, przecież byłem z tobą na sali
Zobaczyłem torebkę Jess, o Jezu... stalo się coś..
Kiedy biegłem z przyjacielem wbiegliśmy do lasu, zobaczylem Jess leżącą nieprzytomną i Dave'a nad nią bez koszulki, rozpinającego spodnie, co ten dupek sobie myśli?!
Od razu zacząłem go okładać z Chaz'em. A gdy uciekł z chyba złamanym nosem, wziąłem Jess na ręce
-Dzięki stary
-Nie ma za co Justin, Jess to też moja przyjaciółka, pomóc ci?
-Nie, nie trzeba dam rade, cześć
-Nara
Kiedy niosłem ją przez ten las, jedna łezka splynęła mi po poliku, co by się stało gdybyśmy się tam nie zjawili?
     Po kilku minutach doszłem do jej domu, była lekka, naprawdę. Zapukałem w drzwi:
-Dzień dobry-zwróciłem się do jej ojczyma
-Dzień dobry Jus... O Jezu.. co jej jest?.
-Ten dupek Dave, przez niego Jess straciła przytomność, gdybym z Chaz'em nie przybył to... nie chcę nawet o tym myśleć.
-Dziękuje Justin, dobranoc.
-Dobranoc panu.
A niech tylko coś się stanie z Jess, a Dave pożałuje tego.
    O 10 rano obudziłem się i od razu przeszłem przejściem do Jess:
-Justin?
-Tak to ja, jak się masz?-wstałem i otrzepałem się z kurzu
-Justin dziękuje ci, tak bardzo-przytuliła mnie a z jej oka popłynela łezka
-Spokojnie shawty nic ci więcej nie zrobi.-powiedziałem ocierając jej łze
-Jus jak ty mnie nazwałeś?
-Jak nie chcesz, żebym, tak na ciebie mówił to nie będe...
-Mów jak chcesz.
-Ok Jess, słuchaj mam kontrakt z wytwórnią,
-Serio?-spytala się mnie smutna
-Tak, ej ale dlaczego jesteś smutna?
-Boje się Justin...
-Dave już ci nic nie..
-Justin ty nic nie rozumiesz, ja boje się o ciebie.
-Co?
-Jus, znam ciebie, wiem, że daleko zajdziesz, ale każdego można doprowadzić do kresu wytrzymałości...
-Aha czyli mówisz, że nie dam sobie rady, tak?
-Nie o to chodzi...
-Tak to o co?! Wreszcie mi się poszczęściło a ty chcesz zrobić wszystko, abym to stracił! Ty tylko siebie widzisz!
-Jus... jak tak możesz??
-Tak samo jak ty!-odpowiedziałem i wyszłem przejściem dopiero wtedy usłyszalem, że Jess płacze i przypomniałem sobie, że tylko dzięki Jess, nagrywałem filmiki na YT. 
Nie mogłem tego sluchać więc udalem się do pokoju...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz