Rozdział 10
Justin:
Obudziłem się ale nic nie pamiętałem, przed oczami miałem człowieka leżącą we krwii w kuchni, kiedy podeszłem do tego miejsca była tam plama krwii i kilka włosów... włosów Jess. Kto to jej zrobił?! Jeśli się dowiem kto to osobiście zabije... ale zaraz w domu są kamery, zobacze...
Po godzinie miałem w ręce płytę z tym nagraniem postanowiłem je obejrzeć.
Włączyłem odtwarzacz DVD i włożyłem do niego płytę, przewijałem , aż dotarłem do godziny 6.47, zobaczylem Jess i mnie. Podała mi kawe, spytała się o coś a ja złapałem ją za nadgarstki i przygwoździłem do ściany, widziałem jak płacze i prosi abym przestał, a ja wymierzyłem dwa ciosy, ona upadła a ja zacząłem ją kopać. Kiedy odeszłem ona wybiegła z domu.... nie, to nie możliwe, ja bym jej nie pobił... nie mógłbym. nagle wszystko mi się przypomniało, Jess pytała o narkotyki a ja wybuchłem. Jeśli poszła na policje jestem skończony... zamiast bać się o swoją kariere powinnem bardziej bac się o Jess.
Jessica:
Kiedy byłam w uzdrowisku, zauważyłam jak ja wyglądam, rozcięta warga, łuk brwiow, siniaki na twarzy i nadgarstkach. Nagle Chaz się mnie zapytał
-Jess, chciała byś się do nas przyłączyć?
-Czyli?
-No wiesz, sprzedajemy używki, a ty byś musiała kropnąć tych co nie dali kasy
-Czy ty oszalałeś człowieku?!! Jess nie da rady!-wykrzyknął Jay
-Dam radę
-Tylko wiesz musiałabyś być silna
-A co wątpisz we mnie Chaz?
-Nie, nie wątpie ale powinnaś być silniejsza
-Spoko poćwicze
-Będziesz zabijać ludzi
-No i? Dam rade.
-Dobra. Idź do domu, a ja zadzwonie do ciebie jakby coś i masz-dał mi pistolet-pamiętaj nikt nie może się o tym dowiedzieć
-Wiem, tylko nasza trójka w tym siedzie
-Nie-odpowiedział Jay- Jeszcze dwóch idiotów
-Czyli?
-Bieber i Dave
-O kurwa...
-Co jest Jess?
-Nie nic...
-Aha, a teraz idź już do domu, musisz odpocząć
-Ok-kiedy wychodziłam odezwał się Jay
-Chodź, podwioze cię
-Nie trzeba
-Daj spokój Jess, jest burza leje, a ty będziesz szła w taką pogode
-Dobra, dzięki
Kiedy jechaliśmy Jadwn zaczął rozmowe
-O co poszło z Bieberem?
-Nic takiego...
-Jess, przestań, znam ciebie i Justina i wiem, że coś jest nie tak
-Poszło o używki
-Aha, a kim on jest dla ciebie
-Chłopakiem, chociaż ja nie potrzebuje takiego chłopaka który mnie bije i wyzywa od suk
-Wyzwał cie?
-Tak. Ale prosze cie o jedno Jay
-O co?
-Wszystko co ci mówie ma być między nami, jasne?
-Jasne Jess
-Ok dzięki
-A powiedz mi dlaczego go nie rzucisz
-Nie wiem... chyba za bardzo się boje
-Jess, nie pozwole by ten dupek cię skrzywdził
-Ok Jaden
-A powiedz mi jeszcze dlaczego chcesz w tym być?
-Chodzi ci o tą rozmowe dotyczącą zabijania?-kiwnął głową- Może dlatego, że dzięki temu będe silniejsza, psychicznie i fizycznie.
-Może, masz racje.
Kiedy byliśmy pod moim domem, spytał się jeszcze o coś
-Gdzie byłaś kiedy cie pobił?
-W domu, w kuchni
-Moge zobaczyć czy nie ma go w domu? Prosze, boje się o ciebie-kiwnęłam głową
Weszliśmy a on zobaczył plame krwii i spojrzał na mnie, widziałam, że ma chęć zabić JB,
-Spokojnie nic mu nie zrobie, obiecywałem ci to
-Dzięki,
Po kilku minutach zobaczyliśmy, ze nie ma go u mnie.
-Dobra ja się zmywam
-Ok, dzięki
-Daj mi na chwile swoją komórkę-podałam mu ją a on wpisał coś-trzymaj, tu jest mój numer, jakby co to dzwoń
-Dobrze, dziękuje Jay
-Trzymaj się-przytulił mnie i wyszedł.
Poszłam do salonu, usiadłam przed TV, i chyba przysnęłam. Ze snu wyrwał mnie dzwonek do drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz